„ Koko, koko Euro spoko” - chyba
każy już tą piosenką wymiotuje – tak ja również. Gdzie nie
pójdę to gra, w pracy każdy ją sobie nuci, raz nawet będąc w
Tesco na zakupach jakaś dzielna Pani miała to jako dzwonek. Ale ja
jestem na nie – nie spasowała mi ta piosenka i nie będę jej
słuchać – sorry, są gusta i guściki – a poza tym, mam jakiś
uraz do Kocudzaków.
Ale piosenka piosenkę, Panie – mam
idealną dla Was książkę na te EuroSzaleństwo;) Osobiście
pochłonęłam ją w 2 dni – zrobiłabym to w jeden wieczór, ale
obowiązki nie pozwalały mi na to i kilka razy przerywałam czytania
na rzecz jakiś prac;)
O jakiej książce mowa? „Wdówki
futbolowe” Karoliny Macios.
Czy będąc w ciąży – nie drażniło
Was zachowanie drugiej połówki? Nie czułyście się czasami grube
i nieatrakcyjne? Nie denerwowało zdanie " Kochanie zasłaniasz mi telewizor"? A jeśli nie byłaś w ciąży – to nie czułaś
się jak piąte koło u wozu kiedy zaczynały się mecze piłki
nożnej? Zapewne, wiele z Was dostaje białej gorączki, kiedy Was
facet po raz enty zasiada z piwskiem przed telewizorem i zaczyna
oglądać mecz. Podnieca się każdą akcją, krzyczy, popędza jakby
to on był trenerem, zawsze wie lepiej i zawsze narzeka „ to
sierota, tak ładnie podaną miał i spieprzył” - nie mam racji?
Tak, większość facetów tak się zachowuje. Do dnia dziejszego
dziękuje Bogu że mój Malczik nie jest fanem piłki nożnej,
obydwoje preferujemy siatkówkę – w którą notabene sama grałam
w reprezentacjach szkolnych, a nawet w klubach sportowych;) Niestety
– nie mogę powiedzieć tego o moim najukochańszym bracie –
który szaleje na punkcie nogi- oczywiście nie jako kończyny dolnej, ale takiego sportu;) Jest tak oddany tej dyscyplinie
sportowej – chyba można ją tak nazwać, że gdy tylko zaczyna się
mecz nikt nie ma prawa: zasłaniać, marudzić, rozmawiać na inny
temat, a nie daj Boże plotkować czy obgadywać wygląd piłkarzy.
Nie raz Kochany Krzynio ryknął na mnie iż „ zasłaniam mu
ekran”, czy też „ jak na złość akurat teraz muszę sprzątać
i go dekoncentrować”. Jeśli któraś z Was w czasie trwania
gorączki piłkarskiej czuje się tak – to ta książka jest
idealna dla Was;)
„Dziś
dołączyłam do sporego grona kobiet, które muszą wyznać: „Mój
mąż mnie zdradza”. Nie
dość, że mnie zdradza, to jeszcze robi to w naszym mieszkaniu, na
kanapie przed telewizorem i na moich oczach. Z jedenastką spoconych
i umorusanych błotem i trawą facetów. Muszę
was zmartwić, drogie panie: czeka was taki sam los.Nie
wierzycie? Rozejrzyjcie
się dookoła, wszędzie widać zapowiedź apokalipsy: Euro 2012
(Liga Mistrzów/Liga Europy/Mundial 2014*) nadciąga!
*niepotrzebne
skreślić
Wdówki
futbolowe Karoliny Macios to błyskotliwa opowieść o tym, co dzieje
się z kobietami, gdy całą Polskę ogarnia futbolowy szał.”
Książka
jest napisana w bardzo fajny, przyjemny sposób, i wciąga nas od
pierwszej kartki. Od razu też polubiłam główną bohaterkę –
ciężarną Martę, której mąż podczas trwania meczy, świata poza
nimi nie widzi, rodzina schodzi na drugi plan. A przecież w jego
życiu jest już jeden synek a kolejne dziecko jest w drodze. Ale
mimo wszystko – miłość do meczy zwycięża.
Karolina
Macios to autorka, która świetnie uchwyciła takie
absurdy, jak przekładanie wartości swojego hobby – czyli piłki
nożnej nad rodzinę. W książce, Marta w bardzo śmieszny sposób
opisuje nam „mundialowego bzika” swojego męża, robi to w sposób
któy tylko kobiety, posiadające same takowych mężczyzn w domu ,
go zrozumieją. Jak już pisałam, Martę polubiłam od razu, bo tak
samo jak ją drażni mnie tekst „ kochanieee! zasłaniasz mi” ,
„zaraz”, „ jeszcze tylko druga połowa i to zrobię”, więc
wiem jak to potrafi wzburzyć krew w naszych damskich żyłach;) W
szczególnośći jesśli się jest kobietą ciężarną, i sama musi
zajmować się domem oraz synem, a na dodatek dbać o sobie gdyż
kolejne dziecko w drodze.
Książkę
poelcam kazdej dziewczynie, która posiada chłopaka z „
mundialowym bzikiem”, nie zawiedziecie się. Ogólnie, każda
kobitka czytając ją będzie się dobrze bawić, bo wszystko opisane
jest w codzienny i prosty sposób, zresztą – kobieta kobietę
zrozumie;) Zresztą możecie zasiaść z Waszą drugą „zbzikowaną”
połówką przed telewizorem, z tą różnicą że to Wy będziecie
mieć lepszy ubaw czytając książkę, niż oglądając mecz na
którym Was mężczyzna będzie się tylko złościł, a Wy i tak nie
będziecie wiedzieć po kie licho tych jedenastu umurusanych facetów,
przewraca się;) I oczywiście, będziecie cieszyć swoje oczy
świetną okładką książki;)
Obiecałam wcześniej, że dodam post
filmowo/serialowy. Ostatecznie zdecydowałam się na serialowy, bo
mieszanie filmów i serialu nie za bardzo by tu pasowało.
Od kilku dni, chodził za mną ten
post, listę układałam starannie i długo. Zapewne znajdą się i
tacy którym się nie spodoba, ale cóż. Każdy ma inne zdanie.
„Serialowe śmierci, które
wstrząsneły/zaskoczyły widza najbardziej” -
początkowo, miała to być lista 10 miejsc, jednak im dłużej się
zastanawiałam, tym więcej takim fragmentów mi się przypomniało i
coraz to kolejny przypomniał mi jak bardzo zszokowana, czy zapłakana
byłam oglądając je.
Od razu zaznaczam, niektóre z tych „śmierci” mogą mieć według
Was strasznie niskie miejsce – ale to tylko dlatego, iż
spodziewałam się ich bądź byłam pewna o uśmierceniu danego
bohatera – bo albo gdzieś jakiś spoiler wyczytałam albo jakiś
wywiad aktora który oznajmniał iż odchodzi z serialu czy jak w
niektórym przypadkach, promo kolejnego odcinka zdradziło się samo
w sobie. I te sceny, nie mają niskiego miejsca bo były mało
wstrząsające czy mniej na nich płakałam – po prostu
spodziewałam się ich, nie zaskoczyły mnie, jak inne których się
nie spodziewałam. Bo przyznam się że zazwyczaj odcinam się od
jakichkolwiek spoilerów, informacji – wolę nic nie wiedzieć,
wtedy element zaskoczenia jest jeszcze ciekawszy, i nie mamy jakiś
już wyobrażeń co może się zdarzyć.
Powody uśmiercenia bohatera są różne – czasami scenarzyści
robią to, że względu na dramaturgię, ale też powodem uśmiercenia
bohaterów są kłopoty z dogadaniem się co do wynagrodzenia,
zachowaniem aktora na planie lub też wygasającym kontraktem którego
aktor nie chce już przedłużać pomimo stawek jakie są mu
proponowane. Czasami powody są całkiem inne – aktorzy sami
wycofują się z podpisanych kontraktów, nie chcą więcej grać z
powodów osobistych czy też z powodu otrzymania lepszej propozycji.
Zaznaczam- post będzie długi i gratuluję tym którzy poświęcą
swój czas i doczytają go do końca. Więc jeśli przetrwasz te
wypociny – dziękuję;)
Więc czas zacząć:
20. Hanka Mostowiak ( Małgorzata Kożuchowska) z M jak Miłość.
Polskich seriali nie oglądam, jak pisałam o tym nie raz, ale kto
nie słyszał o „M jak miłość”? To chyba jedyny polski serial,
ktróry pomimo wielu lat na antenie nadal cieszy się sporą
popularnością. Nie oglądam, ale wiedziałam że hanka umrze –
więc zaskoczeniem to dla mnie nie było. Bardziej zaintrygował mnie
sposób w jaki umarła – a mianowicie kartony. Owszem, w jej
śmierci chodziło raczej o pęknięcie tętniaka, mimo wszystko całą
tę tragedię przysłoniła historia kartonowa.
19. Shane Walsh (Jon Bernthal) z The Walking Dead.
Śmierć
tego bohatera, była raczej nieunikniona. Kto czytał komiksy
spodziewał się jej, a wręcz nie mógł się jej doczekać. Kwestią
było tu, kiedy ona nastąpi i w jakich okolicznościach, czy tak jak
w komiksie? I tak długo wytrzymał w serialu. No cóż, jak się wie
czego można oczekiwać w serialu to tak się właśnie dzieje;)
Śmierć
Walsha była ogromnym zaskoczeniem dla fanów, choć przede wszystkim
tych, którzy nie śledzili informacji na temat produkcji. Już
wcześniej pojawiały się bowiem nie tylko wiadomości, że ''jakaś
postać'' zniknie, ale wypłynęło nawet przez przypadek jej
nazwisko. Można za to winić specjalistów od marketingu. Wśród
informacji na temat materiałów dodatkowych, które znajdą się w
wydaniu DVD, już kilka tygodni przez finałem wymienili także
wideo, w którym aktor Jon Bernthal opowiada o ostatnim odcinku ze
swoim udziałem.
18. Mark Green (Anthony Edwards) z „Ostrego Dyżuru”
Śmierci tego bohatera również każdy się spodziewał, już w
monencie jak Green postanowił nie podejmować żadnych działań w
związku z nawrotem guza. Mimo wszystko chwila jego śmierci była
bardzo wzruszająca. Aktor wiele wniósł do serialu, wiele przeszedł
jednak postanowił odejść – tak więc furtka dotycząca jego guza
stała przed scenarzystami otworem. Postanowili pożegnać się z
Greenem bardzo delikatnie- o ile śmierć może być delikatna – w
każdym razie nie zamordowali go, a umarł on z powdou swojej
choroby. Na Hawajach, przy swojej córce przy pięknej muzyce. Łza w
oku aż do dziś się kręci.
17.Michael Scofield ( Wentworth Miller) z Prison Break
I tu, po raz kolejny – wiedzieliśmy iż tak historia bohatera się
skończy – że umrze, ale nie spodziewaliśmy się jedynie że
zrobi to z dala od bliskich sobie ludzi. Bo Michael przy próbie
odbicia swojej dziewczyny a zarazem matki dziecka, ginie tragicznie.
Chwila kiedy bliscy po 4 latach spotykają się na grobie Michaela
czy oglądają jego nagranie – łzy leciały mi jak wodospad.
16. Mike Delfino (James Denton) z Gotowych na wszystko.
Śmierć Mike'a, również nie była dla nikogo zaskoczeniem.
Spoilery krążyły po sieci jak bumerang. Oczywiście nie było
jasno napisane iż będzie to Mike, ale któż inny miałby to być?
Mike od początku serialu był mężczyzną kłopotliwym, jakimś
pechowcem do którego nieszczęścia się kleiły. Potem wyrósł nam
na maczo ulicy. Obrańca każdego i wszystkiego. Nic więc dziwnego,
że po tym gdy obronił Renee, w akcie zemsty dostał kulkę w pierś.
Szkoda, bo lubiłam jego postać i pomimo iż jego serialowa żona
strasznie mnie drażniła, to jej krzyk i płacz rozdzierał mi
serce. Płakałam jak głupia razem z nią.
15.Eddard Stark ( Sean Bean) z Gry o Tron.
Jak
zostało gdzieś powiedziane „ Sean Bean to chodzący spoiler” .
Aktor w każdym filmie zostaje zabity, więc jeśli zobaczycie gdzies
jego nazwisko – bądźcie pewni – jego bohater na 100% zginie. I
jak tu nie przyznać racji zdaniu „ ten człowiek to chodzący
spoiler, każdego filmu w którym gra”? Dla osób, któe nie wierzą
polecam filmik na YT o ten. Choć dla osób, które nie czytały
sagi Pieśni Lodu i Ognia – jego śmierć mogłabyć zaskoczeniem.
Jednak sam autor ksiażki, pisząc tę ksiązkę, wiedział iż Ned
zostanie zabity.Bez
wątpienia ścięcie tego bohatera, kreowanego na główną postać
„Gry o Tron”, to był szok. Miliony widzów nie mogło uwierzyć,
że zginął ten, który był ''twarzą'' serialu... Ned
Stark ginie, bo udaje mu się odkryć prawdę o tym, kto jest ojcem
młodego króla (a nie jest nim poprzedni władca). I - co dziwiło,
złościło, a nawet śmieszyło niektórych - podzielił się tą
informacją z królową...
14. Alexandara „Lexie” Grey ( Chyler Leigh) w Chirurgach.
Kolejna śmierć, o której wiedzieliśmy, bo sama scenarzystka
zagwarantowała nam, iż w finale 8 sezonu pożeganmy się z jedną z
głównych postaci. Po bużliwych spekulacjach, kim będzie ta osoba,
fani obejrzeli odcinek i zamarli bo okazało się iż tą postacią
jest Lexie Grey, młodsza przyrodnia siostra Meredith. Lexie ginie w
kataftrofie lotniczej, przygnieciona przez ogon samolotu, bodajże ma
rozległe urazy wielonarządowe, krwotok i niewiadomo czy przypadkiem
nie została przecięta na pół od pasa w dół. W każdym razie –
szansze na jej uratowanie były nikłe. Spodziewałam się iż może
to być ona, samo promo pokazywało nam w jak ciężkim stanie jest
ta bohaterka, chyba najbardziej z nich wszystkich ucierpiała, ale
jedyne czego się nie spodziewałam to jej śmierci w 15 minucie
serialu. Wizja jej śmierci, skłania Marka do wyznania jej miłości,
którą ona też go dażyła – niestety pomimo wielu zapewnień
Marka że są sobie przeznaczeni – nie zobaczymy tego. Lexie umarła
a mi łzy z oczów leciały strumieniami. Aktorka, sama zdecydowała
się na odejście z serialu i prosiła o uśmiercenie jej bohaterki –
cóż trzeba to uszanować.
13. Caitlin Todd ( Shasa Alexander) w NCIS
Jeśli jesteś fanem NCIS to wiedziałeś że w 2 sezonie ktoś
zginie. Jednak śmierci tejże bohaterki raczej nikt się nie
spodziewał. Agentka Todd osłania Gibbba przed atakiem
terrorystycznym, okazuje się że ma na sobie kamizelkę kuloodporną,
wstając widzowie odetchnęli z ulgą. Gibbs ją chwali, Kate w
żartach mówi że „ myślała, że umrze zanim doczeka się
komplementu z jego ust” w tym momencie dostaję kulką w głowę.
Jednym strzałem, Agentka Todd ginie, zabita przez znienawidzonego
zamachowca Ariego. Powiem, szczerze że jeszcze długo nie mogłam
się po tej scenie otrząsnąć. Nie płakałam, bo nie była ona
wzruszająca, była ona szybka i zanim się zorientowaliśmy Todd już
nie żyła.
12. Charlie Pace ( Dominic Monaghan) z Lost
To że w tym serialu giną ludzie, to nic nadzwyczajnego, w końcu
przeżyli katastrofę lotniczą i żyją w dżungli. Ale chyba nikt
niespodziewał się iż uśmiercona zostanie osoba lubiana przez
widzów. Charlie poświęca swoje życie i tonie – ratując innych
rozbitków. Oczywiście twórcy zadbali o przepiękny i wzruszający
motyw muzyczny w tle. Opłakałam się jak głupia, jakby tego było
mało że umarł jeden z moich ulubionych bohaterów który w dżungli
zmaga się sam z sobą, to dorzucili mi jeszcze taką muzyczkę która
sama w sobie wyciska łzy. Eh...
11. Eddie Britt ( Nicollette Sheridan) w Gotowych na wszystko
Tu przyznaję się bez bicia – nie spodziewałam się takiej
śmierci. Jedni ją kochali inni nienawidzili – Eddie w Gotowych na
wszystko była wredną suczą, i chyba za to większość osób ją
kochało. Ale została uśmiercona w bardzo spektakularny sposób,
można by rzecz – że kobieta prawie nie do zdarcia. Po próbie
samobójczej – która się nie udała, jej nowy mąż próbował ją
udusić – udało jej się uciec i przeżyć, po zderzeniu z słupem
przeżyła to w końcu jak zmarła? A no tak – po porażeniu
prądem, zaraz po tym jak wysiadła z samochodu. Eh, a już myślałam
że to postać rodem z „złego diabli nie biorą”. Odejście tej
aktorki było zaskoczeniem dla fanów jak i dla niej samej. Ponoć
została zwolniona z powodu cięć budżetowych, jednak aktorka była
innego zdania. Nicollette pozwała scenarzyste i stację do sądu za
złe traktowania na planie i bezzasadne zwolnienie.
10.Rita
Bennet/Morgan ( Julie Benz) w Dexterze
Przez
wielu uważana za nudną i mdłą postać. Nie była ulubienicą
milionów - jednak jej śmierć zaskoczyła chyba każdego – i jej
fanów i jej antyfanów. W
ostatnim odcinku czwartej serii Dexter wraca do domu po tym, jak
rozprawił się ze swoim wrogiem i słyszy płacz syna. Niby nic
niepokojącego, w końcu to mały chłopiec, ale jednak i bohater, i
widz czują, że coś jest nie tak. Nagle widzimy małego Harrisona
jak - niczym Dexter przed laty),siedzi w kałuży krwi. Okazuje się,
że w wannie leży martwa Rita...
Tak,
szok to chyba najlepsze słowo opisujące uczucia moje i innych
widzów po obejrzeniu tej sceny. To był jeden z zaskakujących
monentów serialu, który jeszcze długo był komentowany przez fanów
na forach.
9.
Lawrence Kutner ( Kal Penn) w Dr. House
Samobójstwo
Kutnera wstrząsneło szpitalem Princeton-Plainsboro, w sposób jaki
nigdy nie doświadczył. Nic nie zapowiadało rychłej śmierci
Kutnera, zdolnego lekarza, który ma w życiu wszystko, kochających
adpocyjnych rodziców, dobra pracę. Gdy się w niej nie zjawia,
pracownicy przychodzą do jego domu, to co tam zastają powoduje u
nich szok. Okazuje się że Kutner popełnił samobójstwo. Nie
wiadomo czego, nie wiadomo kiedy – po prostu nie żyje. Po
szokującym odejściu Kutner pozostał w naszej pamięci, jednak
nigdy nie wyjawniono powodu jego samobójstwa – a co za tym idzie
odejścia z serialu.
8. Marissa
Cooper ( Mischa Barton) w Życiu na fali
Od
początku sprawiała problemy i nie stroniła od używek, więc kilka
razy mogła być bliska śmierci, ale jako jedna z głównych
bohaterek wydawała się być bezpieczna. Tymczasem w finale trzeciej
serii umarła. Była jedną z czterech najważniejszych postaci
serialu. Piękna, bogata i... z problemami. Przeżyła wiele
zawirowań, a w końcu postanowiła spędzić rok z ojcem, w Grecji.
Fani spodziewali się pewnie, że wróci po kilkuodcinkowej
nieobecności... zamiast tego doczekali się śmierci. Marissa tuż
po skończeniu szkoły -w finale trzeciej serii),wyrusza na lotnisko.
Ginie w wyniku wypadku samochodowego spowodowanego przez jej pijanego
byłego chłopaka. Umiera w ramionach swojego ukochanego Ryana.
Pożegnanie z główną bohaterką miało rozgżać fanów, zamiast
tego stało się przyczyną klęski serialu. Bez Marissy serial
przetrwał tylko kolejnych 16 odcinków.
7. Robert
Romano ( Paul McCrane) w Ostrym Dyżurze
Romano
to jedna z najbardziej z nienawidonych postaci w „Ostrym Dyżurze”,
choć pewnie znajdzie się kilku jego zwolenników. Dla mnie to
kolejny aktor typu „złego diabli nie biorą”. Postać złośliwa
i niemiła, ale dzięki temu było wiele zabawnych historii. Aktor
nie odszedł w jednym odcinku – Romano miał jakiegoś pecha jeśli
chodzi o helikopter. W 9 sezonie śmigło helikoptera ucięło mu
rękę tuz nad łokciem – ale przeżył by w 10 sezonie zginąć w
wyniku przygniecenia przez helikopter który uległ awarii i spadł.
6. Omar
Little ( Michael K. Williams) w Prawo ulicy
Ta
śmierć to chyba jedna wielka niespodzianka i szok. W tym serialu
było mnóstwo krwi i śmierci, ale ta sprawia że jej przypadkowość
jest przerażająca. Przez 5 sezonów Omar był królem na głównych
ulicach Baltimore, praktycznie był niezwyciężony. Ale biorąc pod
uwagę fakt, jaką drogę kariery sobie obrał - jego upadek był
tylko kwestią czasu, ale nadal byłby zaskakujący, gdyby nie fakt,
przez kogo został on zamordowany. Nie przez policjanta, nie przez
gangstera ale przez młodziaka Kenrada, który strzelił mu kulkę w
tył głowy.
5. Dell
Parker ( Chris Lowell) w Prywatnej Praktyce
Kolejna
śmierć, której nikt z fanów „Prywatnej Praktyki” się nie
spodziewał. Po wypadku w jakim uczestniczy Dell wraz z May'ą –
córką jednej z głównych bohaterek – to Maya, jest w ciążkim
stanie. Grozi jej paraliż. Dell, trzyma się całkiem nieźle. Z
powodu zamieszania z May'ą nikt zbytnio nie zwraca uwagi na Della,
który w poczekalni nagle traci przytomność. Nikt nawet tego nie
zauważa, bo wygląda jakby zasnął. Prawda jest jednak inna.
Okazuje się iż Dell miał wylew krwi do mózgu, który się
rozprzestrzenił gdyż nie został wykryty. Pomimo starań najlepszej
neurochirurg, nie udaje się uratować Della, który na stole
operacyjnym umiera. Osieroca on swoją córkę, a wszyscy w
poczekalni spuszczają głowy, płaczą i są w szoku. To jedna z
tych śmierci – której w życiu bym się nie spodziewała, nic jej
nie zapowiadało. Postac lubiana, mająca wielu zwolenników nagle
umiera. Do dziś nie wiadomo co skłoniło Shondę do uśmiercenia
tej postaci.
4. Nate
Fisher ( Peter Karuse) w Sześć stóp pod ziemią
Nate
znalazł się w tym zestawieniu nie tylko dlatego, że to jedna z
najważniejszych postaci serialu „Sześć stóp pod ziemią”.
Jego przypadek jest przykładem śmierci zarazem bardzo zaskakującej,
jak i wpływającej w bardzo dużym znaczeniu na innych bohaterów. I
pewnie po trosze dlatego, że w takim rankingu nie mogło zabraknąć
produkcji, która opowiada o rodzinie prowadzącej dom pogrzebowy...
Bohater grany przez Petera Krause w pewnym momencie trafia do
szpitala, jest w śpiączce. Kiedy się budzi, lekarze - oraz
widzowie, są przekonani, że przed nim prosta droga do wyzdrowienia.
W trakcie, gdy jego brat przysypia na chwilę, Nate niespodziewanie
umiera.
3. Lucy
Knight ( Kellie Martin) w Ostrym Dyżurze
Lucy
była jedną z bardziej lubianych postaci „Ostrego Dyżuru” Jej
śmierć była ogromnym zaskoczeniem nie tylko z tego powodu. Sama
konstrukcja tej sceny była niesamowita. Bo widzowie zobaczyli pierw
jak pacjent cierpiący na schizofrenię dźga nożem doktora Johna
Cartera i to o jego życie się boi. Dopiero po chwili oczyma
leżącego na ziemi rannego bohatera zauważają Lucy... Nikt się
jej tam nie spodziewał, a okazuje się że ona też została
zadźgana. Jej widok był dla mnie takim szokiem, że jeszcze dobrych
kilka dni nie mogłam się z niego otrząsnąć. Nie spodziewałam
się takiego obrotu sprawy. Tym bardziej że na tym scena się
zakończyła, a dopiero w kolejnym odcinku czekaliśmy na to kiedy
ich znajdą i czy uratują . Cartera zdołają uratować, Lucy
niestety nie. Aktorka chciała uśmiercenia swojej postaci, by mogła
zniknąć z serialu i dokończyc studia, które kilkakrotnie
przerywała dla roli w tym serialu.
2.Henry
Burton ( Scott Foley) w Chirurgach
To
jest śmierć, która spowodowała że długo płakałam. Nie
spodziewałam się jej, tym bardziej że postać była lubiana przez
widzów, ale także wpasował się do reszty ekipy. Postać która,
wniosła wiele fajnych scen w 7 i 8 sezonie. Uszczęśliwiła Teddy,
która zaczynała być nieznośna. A tu nagle wielka niespodzianka –
Henry umiera. Owszem, kazdy z nas wiedział iż, bohater jest chory –
ma wiele guzów, choruje na cukrzyce – jednak nikt nie spodziewał
się że uśmiercą go zaraz po tym jak okazało się że jest
szczęśliwy. Śmierć Henr'ego wstrząsnęła mną, a muzyka w tle
spowodowała że cierpiałam jeszcze bardziej. To wydarzenie, którego
się nikt nie spodziewał, nie zapowiadało się na nie było dla
mnie naprawdę wielkim szokiem. Tego się bym w życiu nie
spodziewała – nigdy. Stąd też takie wysokie miejsce.
1.George
O'Malley ( T.R. Knight) w Chirurgach
Chyba
najbardziej szokująca śmierć w historii telewizji - i to mimo
plotek, że aktor chce zrezygnować z gry w serialu. Jednak gdy
okazało się, że nieznana i ciężko ranna ofiara wypadku to
George, wstrząśnięci byli nie tylko bohaterowie. Chyba nie ma
wielbiciela serialu, który nie zamarł, gdy Meredith odczytała
informację przekazywaną jej przez pacjenta o nieustalonej
tożsamości. Wszyscy spodziewali się, że George O'Malley po
zaciągnięciu się do wojska wyruszy do Iraku, a tymczasem do
szpitala trafia mężczyzna, który ratując przed przejechaniem
przez autobus młodą kobietę, sam dostaje się pod koła. Przez
kilkadziesiąt minut widz obserwuje, jak lekarze walczą o życie
pacjenta, a dopiero od koniec odcinka Meredith orientuje się, że to
jej przyjaciel. Do dziś mam ciarki, gdy oglądam ten fragment. Finał
5 sezonu spowodował u mnie ogromny szok, dość długo nie mogłam
dojść do siebie po tym jak okazało się że owym mężczyzną jest
George. Po prostunie dochodziło to do mnie, mówiłam sobie „ nie
to pewnie jakaś pomyłka”. Dopiero ostatnie sekundy uświadomiły
mi że to prawda. Bo w finale nie tylko George walczy o życie,
walczy o nie też Izzie – i to właśnie w jej wizji widzimy ją
wsiadającą do windy w sukni balowej z 2 sezonu i gdy otwierają się
drzwi widzimy Georga w mundurze. Wtedy uwierzyłam iż osobą z
wypadku jest on. Niestety tylko jedno z nich przeżyło i nie był to
George.
Czy sa jakieś seriale i smierci,które pokrywają się Wam z moimi typami?
W sumie w "Lostach" było więcej takich wzruszających śmierci, ale jakoś postawiłam na Charliego ;)
Uff,
w końcu kilka chwil wolnego;) Mam czas coś naskrobać i zadbać o
bloga. Ostatnio byłam tak zalatana że nawet nie miałam czasu
dobrze zjeść, żyłam „junk food'em” - blah! Ale, wszystko się
ustabilizowało więc mogę wrócić do swojego normalnego trybu
życia, swojej rewolucji żywieniowej i ulubionych zajęć jakimi są
książki i dobre filmy;)
Oczywiście,
przez ten czas nie próżnowałam – przeczytałam sporo książek,
sporo kupiłam – ale je pokażę w kolejnym stosiku;)
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Dziś
chciałam się skupić na książce Dariusza Rekosza „Siostrzyczka”.
Książkę
zakupiłam za naprawdę atrakcyjną cenę 4,90 zł;) Książka
wciągnęła mnie niesamowicie od pierwszej kartki. Pochłonęłam ją
w niecałe 3 godziny. Książka ze zbrodnią w tle – to coś co mi
się podoba;) No może nie w tle – bo wysuwa się na pierwszy plan
– poszukiwaniu mordercy.
Sceny
trzymające w napięciu, okrutna śmierć to jedne z niewielu znaków
szczególnych dobrego kryminału. A kiedy moje palce szybko
przewracją kartki – to oznaka dobrego kryminału. Tak było z
książką Dariusza Rekosza pt „Siostrzyczka”.
Książka
z cyklu Gdańskiej Kolekcji Kryminalnej przedstawia nam okrutnego
mordercę, który nie ma litości dla swoich ofiar. Profesjonalnie
usuwa im gałki oczne, zabija i pozostawia nagich. Takie właśnie
wprowadza nas w świat zbrodni, którą komisarz Maciej Szwerman
stara się rozwiązać.
Co
łączy ze sobą ofiray? Dlaczego każda z ofiar została pozbawiona
gałek ocznych? Co kieruje zabójcą? Tę zagadkę stara się
rozwikłać Szwerman wraz ze swoim pomocnikiem Woźniakiem. Pierwszym
podejrzanym zostaje Marek Mitra – ratownik, który pracuje na
basenie gdzie popełniono pierwsze morderstwo. Mitra w przeciągu
kilku tygodni sprzedaje swe nieruchomości i znika. Jedyna osoba,
która okazuje się mieć jakieś powiązania z zamordowanymi
osobami, zamin zdążyła złożyć zeznania, wcześniej została
schwytana przez mordercę, zabita i pozbawiona gałek ocznych. Kto
dopuszcza się do takich czynów? Policjanci, są zdani sami na
siebie – nie mogą nikomu ufać, bo mają wrażenie że ktoś z ich
otoczenia śledzi każdy ich ruch.
Jak
wytorpić mordercę, który na miejscy zbroni nie zostawia żadnych
śladów?
Książka
Pana Rekosza to naprawdę godny polecenia kryminał, w którym nie
idzie przewidzieć co stanie się na końcu. Najlepszym przykładem
jest właścicielka basenu, na którym popełniono pierwszą zbrodnię
– początkowo niechętna do współpracy, jednak na końcu okazała
się osobą która pomogła Szwermanowi w rozwiązaniu zagadki.
Pierwszy
raz miałam styczność z twórczością Pana Rekosza, jednak mam na
nadzieję że nie będzie ona ostatnia. „Siostrzyczki” to
naprawdę bardzo dobry polski kryminał, który pozwala czytelnikowi
wczuć się w rolę. Wprowadza go do świata, który może być
realny, możemy sobie to wyobraźić. Nie ma tu rzeczy które są
naciągane – sytuacje takie mogą się przecież wydarzyć. Można
rzecz, że jeśli ktoś nie miał stycznośći z kryminałem –
książka Dariusza Rekosza może być dla niego idealnym
wprowadzeniem do książkowego świata zbrodni – nie rozczaruje
się. Książka nie zanudzi czytelnika, ciągnie go w historię i nie
będzie można jej odłożyć dopóki nie dowiemy się jak ona się
zakończy.
Nie ukrywam tego że jestem wielką
maniaczką, zarówno książek, dobrych filmów ale zarazem i
seriali;) Może nie oglądam każdego serialu jaki leci, nie wszystko
mnie zaciekawi, ale są takie seriale któe oglądam od samego
początku i przywiązałam się do nich...
Dziś porozmawiamy o finałowych
sezonach, bądź o zbliżających się finałach, bo jak wiemy maj
jest takim okresem – kończących się seriali.
Pierwszy pójdzie na ogień serial
„Desperate Housewives” w Polsce przetłumaczony na „Gotowe na
wszystko”. Finał sezonu miał miejsce 13 maja i był 2 godzinny.
To ostatni odcinek kończący wspaniałą 8 letnią przygodę z tym
serialem. Oglądałam go od samego początku, można rzecz że
zaczęłam oglądać go za małolaty a skończyłam już jako
dojrzała kobieta;)
Akcja
toczy się w luksusowym lecz typowym przedmieściu fikcyjnego miasta
Farview przy ulicy Wisteria Lane. Sąsiadki, pozornie idealne
amerykańskie "panie domu", nie tylko zmagają się z szarą
rzeczywistością, ale próbują też odkryć mroczną tajemnicę ich
zmarłej przyjaciółki oraz każdego następnego sąsiada jaki się
tu sprowadza. Bree, Gaby, Lynette i Susan były
przy mnie przez 8 lat. Czasami śmiałam się z nimi, płakałam,
cierpiałam – no cóż tu dużo mówić – przywiązałam się do
nich. Choć sezon miał swoje wzloty i upadki, oglądalność nie
spadała i serial cały czas cieszył się powodzeniem. Choć
troszeczkę rozczarowałam się całym finałem. Spodziewałam się
czegoś bardzij dramatycznego, a nie słodko- pierdzącego happy
endu. Bo niestety, wszystko rozmiosło się po kościach, pomimo iż
Bree została oczyszczona z zarzutów bo McKlusky wzięła winę na
siebie, to niestety tajemnica nadal jest, prawda o prawdziwym
mordercy nie wyszła. Oczywiście muszę przyznać że Karen McKlusky
skradła cały finałowy odcinek – zawsze ją lubiłam, a jeszcze
bardziej ją polubiłam kiedy w ramach podziękowania dla dziewcząt
całą winę wzięła na siebie. Jej słowa, o prawdziwej przyjaźni
jaką zaznała na tej ulicy ścisnęły mnie za serce, a jej śmierć
pod koniec odcinka wywołała łzy. Co mi się nie podobało?
Skupienie się na Renee – w końu jej postać wcale aż taka ważna
nie była, by pół kolejnego odcinka przedstawiać jej ślub,
zamiast tego mogliby rozszerzyć informację na temat tego co dalej
działo się z bohaterkami, bo te poświęcone im 5 ostatnich minut
by pokazać co u nich wcale mnie nie zadowoliło. Obiecały sobie że
nawet jak się wyprowadzą będą się kontaktować i kiedyś
spotkają się zagrać w pokera – słowa nie dotrzymały – ale
nawet nie wiemy czy mają ze sobą jakikolwiek kontakt, czy po prostu
ich wieloletnia przjaźń przetrwała. Cisza, zamiast tego uraczyli
nas mini wprowadzeniem, iż nowa właścicielka domu Susan –
również ma swoją tajemnicę, której nie chce ujawniać – czyli
jak możemy się domyśleć – może powtórzyć się powtórka z
rozrywki. Co spowodowało u mnie atak śmiechu w tym finałowym
odcinku – śmiech Gaby i to podwójnie. Za pierwszym razem gdy
zaśmiała się z Kathryn, drugi raz przy stole do pokera. Był on
tak komiczny że się popłakałam.
Ogólnie rzecz
biorąc – szkoda że przygoda z desperatkami się już zakończyła
– jednak pewne jest to że serial został wyciśnięty do ostatnich
soków i nie było sensu na siłę już go ciągnąć. Odszedł w
godnym stylu z wysoką oglądalnością. Szapoba!
Kolejny finał jaki
nam zaserwowano to finał serialu komediowego „How I meet your
mother”. W Polsce „Jak poznałem Waszą matkę” można oglądać
na Comedy Cental – dopiero zaczęły się emisje 7 sezonu, natomiat
wczoraj 14 maja w Stanach 7 sezon tego serialu miał swój finałowy
odcinek. Oczywiście nadal nie wiemy kto jest matką, za to
poznaliśmy tożsamożć Panny Młodej i wiemy za kogo wyjdzie
Barney;)
W
roku 2030 Ted Mosby postanawia opowiedzieć córce i synowi historię
o tym, jak poznał ich matkę. Historia ta zaczyna się w roku 2005
Ted , 27-letni, samotny architekt mieszka z dwójką swoich najlepszy
przyjaciół Marshallem Eriksenem studentem prawa i jego dziewczyną
Lily Aldrin, która jest przedszkolanką. Są oni parą od prawie 9
lat. W pierwszym odcinku Marshall ma zamiar oświadczyć się Lily.
To wydarzenie sprawia, że Ted zaczyna myśleć o małżeństwie i
odnalezieniu swojej drugiej połówki. W poszukiwaniach pomaga mu
drugi przyjaciel Barney Stinson. W ten sposób główny bohater
poznaje młodą, ambitną dziennikarkę Robin Scherbatsky, która
dołącza do grupki przyjaciół. Talk więc od 7 sezonów czekamy na
poznanie tytułowej matki, ale nawet we wczorajszym finale się tego
nie dowiedzieliśmy.
Po
finale spodziewałam się czegoś bardziej oryginalnego. Nie
zaskoczył mnie, wręcz można powiedzieć że wiedziałam jak się
skończy – jedyne czego nie przewidziałam, to powrotu Victorii –
pierwszej miłości Teda. Zresztą po co ona wróciła? Chyba żeby
jeszcze bardziej namieszać. Oczywiście Lily urodziła chłopa,
który ma przegenialne drugie imię – a swoją drogą – że 6
dorosłych osób zaakceptowała to imię – to już jakieś żarty;)
Tak więc synek nazywa się Marvin Wait For It Eriksen. Jak już
wiemy że Lily urodziłam to kolejne pytanie z kim się żeni Barney?
Otóż, to inna historia – jak wiemy nową dziewczyną Barney'a
jest striptizerka Quinn i w finałowym odcinku poprosił ją o rękę,
ale kiedy pokazywali nam ślub to Panną Młodą okazała się
Robin;) Z czego bardzo się cieszę bo jestem team Barbin. Ale jak
mówiłam od samego początku – wiedziałam że Barney oświadczy
się Qiunn, ale i tak na końcu przed Bogiem wyląduje z Robin. Pewno
kolejny sezon będzie ukazywał jak Barbin się ze sobą schodzili i
wylądowali przed ołtarzem;) Jedyne co mi nie pasowało w tym
odcinku – jak napisałam wcześniej powrót Victorii. Nie ma to
żadnego senu, bo dobrze wiemy że tytułowa matka – siedziała na
wykładzie, który Ted pomylił i prowadził, oraz że jest
współlokatorką byłej dziewczyny Teda – a Victoria do tego nie
pasuje, bo przecież zna Teda i na wykładzie by się odezwała.
Sądzę że ten wątek wprowadził większe zamieszanie i obawiam się
że to będzie strzał w kolano. Boję się że poziom serialu
spadnie i nie dociągnie tych 2 zapalnowanych kolejnych sezonów, a
szkoda bo z naprawdę dobrego serialu stała się opera mydlana,
która jest tak zagmatwana że czasami wierny widz się gubi;)
Kolejny
finał na którym chcę się skupić to chyba finał każdego znanemu
chyba serialu „ Dr. House” Jest to też ostatni odcinek jak
przyjdzie nam oglądać – gdyż jest to ostatni sezon tego
sławnego medycznego serialu. Każdy z nas zastanawia się jak się
skończy. Znamy tytuł finałowego odcinka „Everybody dies” ale
co to oznacza? Czy ktoś zginie? Czy zobaczymy śmierć Housa, który
notabene od pierwszego sezonu balansuje na granicy życia i śmierci
zażywając olbrzymie ilości tabletek? Wiemy, że Wilson choruje na
raka a House nie chce się z tym pogodzić. Czy umrze Wilson? Czy
House z wizją pozostania samemu targnie na swoje życie? Nic nie
wiemy, wiemy tylko że finał ma być dramatyczny. Wrócą pożegnac
się z widzami Trzynastka i Cameron. Jak wiemy 13 choruje na
Huntingtona, a House obiecał jej skończyć z życiem jeśli tylko
choroba zacznie przeszkadzać w funkcjonowaniu – czy zabije
Trzynastkę? Czy straci prawo wykonywania zawodu? Czy wyląduje za
kratkami? A może zginie – to wszystko dowiemy się już w
przyszłym tugodniu, więc pozostaje nam tylko czekać.
Ostatnim
serialem, a raczej o jego finałowym odcinku, o jakim chciałam
napisać to finał 8 sezonu „Grey's Anatomy”. Już w czwartek,
dowiemy się co wyniknie w związku z pokazaną nam na końcu
zeszłotygodniowego odcinka, katastrofą lotniczą. Sama twórczyni
serialu Shonda Rhimes, napisała finalowy odcinek więc możemy być
pewni jednego – będzie more drama. Odcinek został jeszcze
nakręcony, zanim zapadły decyzje o przedłużeniu kontraktów
niektórych bohaterów więc pewne jest to iż możemy się
spodziewać cliffhangerów, ale wiemy też że jedna osoba zginie
jeszcze w finałowym odcinku. Kto nią będzie? Czy ta śmierć da do
myślenia naszym bohaterom i momo wszystko zdecydują się oni nie
wyjeżdżać do innych szpitali? Promo pokazuje nam dramatyczne
urywki z odcinka, jednak mimo wszystko nadal nie wiemy kto zginie.
Pozostaje nam czekać....
Jak
powiedział Picasso: „ Istnieją dwa rodzaje kobiet: boginie i
wycieraczki”
W
dzisiejszych czasach, dawne, lecz nadal w pewnym stopniu aktualne
stereotypy określające kobietę jako płeć słabszą, którą
powinno się zamknąć w domu, nie dając jej praw do udzielania się
w życiu polityczno-społecznym ulegają zanikowi.Czym
jest to spowodowane? Zapewne
zmusza do tego samo życie, bieg coraz to szybciej zmieniających się
wydarzeń. Kobiety podejmują teraz pracę, zarabiają jakże bardzo
potrzebne w dzisiejszych czasach pieniądze. Zyskują
równouprawnienie. Jednak, czy poprzez podjęcie pracy, poprzez
robienie kariery nie zaniedbują innych, przypisywanych im
obowiązków? Każdy w swoim życiu pełni jakaś rolę. Wszyscy
różnimy się od siebie. Czy zatem można ogólnikowo określić
rolę kobiety we współczesnym świecie?
Ogólnie
dziś chciałam co nieco napisać o książce Jana Stradlinga pt”
Złe kobiety”, stąd takie dziwne wprowadzenie, bo książka nie
opisuje nam kobiety do której możemy się przypodobnić, są to
raczej kobiety – które omijałybyśmy szerokim łukiem.
Książka
stanowi ułożony chronologicznie przegląd 22 historii kobiet,
wybranych ponoć z grona najbardziej bezwzględnych i ambitnych.
Przytoczone są fakty często szokują czytelnika. Kobiety są
seksowne, błyskotliwe, magnetyczne, przebiegłe, a czasami
przeciwstawiają się obowiązującym w ich epokach, społecznym
obyczajom. Każda fabuła wciąga i mówi sama za siebie. Wiele z
tych kobiet to często wybitne indywidualności, które nierzadko do
zbrodniczych czynów popychały nie tylko żądza posiadania czy
władza, ale bunt, nędza chęć odwetu czy zemsta. Wprawdzie to ich
nieusprawiedliwia, ale pozwala lepiej zrozumieć ich tok rozumowania.
W
książce opisano zarówno znane postacie historyczne jak: Kleopatra,
Mata Hari, Mesalina czy caryca Katarzyna jak i tak zwane zwykłe
kobiety żyjące bardziej współcześnie. Tak więc w książce
znajdziemy opis postaci Madame Mao – liderki komunistycznych Chin,
którą uznawano za jedną z najsilniejszych i najbardziej
bezwzględnych, poznajemy Georginę Tann – dyroktorkę Domu Dziecka
w Memphis, która na nielegalnej sprzedaży dzieci zarobiła miliony
czy też palestyńską terrorystkę Leile Chaled
Dlaczego
popełniały tak straszliwe zbrodnie jak kąpiele we krwi,
dzieciobójstwo, ludobójstwo, spiski i otrucia? Zapewne nasz
BoguśLinda powiedziałby : "Bo to złe kobiety były...".
Czy
aby na pewno? Tak naprawdę Jan Stradling opisuje nie złe, a
nieszczęśliwe, skrzywdzone lub chore kobiety. Paradoksalnie,
określenie "słaba płeć", jest ostatnim, jakim możemy
je opisać. Determinacja, siła woli, zdecydowanie - to cechy,
których brakuje wielu z nas, a których bohaterki książki miały w
nadmiarze.
„Złe
kobiety” - to książka bardzo wciągająca, z historii na historię
coraz bardziej jesteśmy zszokowane, ale mimo wszystko jest nam mało
więc sięgamy po kolejną opowieść o kolejnej kobiecie. Książkę
przeczytałam w jeden wieczór, spodobała mi się bardzo –
oczywiście nie aż tak by iść przykładem opisanych tam Pań, po
prostu poznałam choć trochę co nimi kierowało. Kobiety te mimo
wszystkich dobroci i bogactwajakie osiągnęły, w młodym wieku były
torturowane bądź żyły w okropnej biedzi co wpłynęło na ich
późniejsze decyzje. Nie można je nazwać od razu złymi,
wydarzenia z dzieciństwa wpłynęły na ich psychikę powodując że
one po prostu były chore. We współczesnych czasach lekarze
orzekliby „ schizofrenię” bądź „ zaburzenia psychiczne” -
wtedy nikt tego tak nie odbierał.
Książkę
poleciłam swojej siostrze, która również przeczytała w jeden
wieczór spodobała jej się i puściła ją dalej. Każdy w jej
pracy moją książkę przeczytał, tyle rąk ją macało że
mogłabymją nazwać „niezłą dziwką”. Książka zrobiła
wielką furorę wśród osób mi znajomych jak i nie, które dostały
książkę od moich znajomych. Każdej z Was gorąco ją polecam.
Taką miałam majówkę, że nie jedna
osoba mi będzie zazdrościć – a dokładnie w tym roku w majówkę
wypadły mi dyżury w pracy;) Tak, tak dobrze usłyszeliście –
pracowałam. Niestety, taka praca, nie obowiązują mnie święta czy
sylwestry, dyżur to dyżur nie ma zmiłuj – no chyba że jestem
umierająca;) Ale nie przeszkadzało mi to, akurat w tym roku nie
miałam ochoty nigdzie jechać, zresztą z tą nogą to bym sobie nie
pospacerowała zbytnio, więc dobrze się stało jak się stało.
W chwilach wolnych od pracy,
postanowiłam wprowadzić poprawki do swojej pracy, którą jak
dobrze pójdzie w czerwcu będę bronić – oby;) Czas w poprawkach
umilał mi Czesław Mozil czy jak kto woli Czesław Śpiewa, ze swoją
płytą „Pop”.
Pamiętam że pierwszy kontak z
twórczością Czesia był przypadkowy – gdzieś na necie
przeczytałam o osobie „Czesław Śpiewa”. Zainteresowałam się,
głównie dlatego że na naszym rynku muzycznym brak jest wykonawców
które przyciągają uwagę swoim talentem – większość to albo
świeci dupskiem albo aferami – więc informacja że Czesław jest
osobą która ukończyła Duńską Królewską Akademię Muzyczą,
spowodowała że gdzieś w środku mnie coś zawołało, że Czesio
może okazać się prawdziwym strzałem w dziesiątkę wśród
polskich wykonawców. Oczywiście nie pomyliłam się i po
przełuchaniu „Maszynki do świerkania” zakochałam się w nim.
Od razu zakupiłam sobie jego pierwszą płytę „Debiut” i
wsłuchiwałam się w nią długo i cały czas. Przyjemnie
się go słucha, choć pewnie niejedna osoba uzna jego teksty za
wiochmeńskie. Na pewno plus za odwagę dla Czesia - śpiewa coś
więcej niż "tacz mi bejbe kis mi bejbi", a w dodatku w
polskiej mowie jest przekaz. To cenne w zalewie dzisiejszych
celebryckich pląsów i płyt wydawanych przez modelko-aktorki znane
znikąd.
Dlatego
też z jeszcze większą przyjemnością zakupiłam drugi album
Czesława „Pop”, który jest moim ulubionym z trzech
dotychczasowych przez niego wydanych. Piosenki „W sam raz” ,
„Pożegnanie małego wojownika” „Dziewczyna z branży” są
moimi ulubionymi. Każda z piosenek wykonywanych przez Czesława ma w
sobie jakiś przekaz, są inteligentne, mają przesłanie – co dla
niektórych jest ciężkie do zrozumienia dlatego też jego twórczość
nazywają „wieśniactwem”.
Jeśli
chodzi o teledyski – są inne od wszystkich innych, nie zaznamy
tam gołej dupy czy dziewczyn prężących się do kamery. Są
utrzymane w stylu komunalnym – że tak to nazwę. Jednak idelnie
wpasowują się w treść piosenek.
Nikt
się przecież nie spodziewał, że debiut nikomu nieznanego
dotychczas, trzydziestoletniego wrażliwego mężczyzny z polskim i
duńskim paszportem sprzeda się w nakładzie 60 tysięcy
egzemplarzy. Zwłaszcza że swoje utwory, będące połączeniem
tanga, folku, kabaretu, rocka i popu, Czesław wyśpiewywał głównie
w towarzystwie akordeonu, dokładając do niego poetyckie,
odrealnione teksty. Uznano go więc za twórcę nieoczywistego i
oryginalnego. W jego piosenkach bryluje akordeon, który stwarza nam
obraz bajeczny i przyjemny dla ucha. Oczywiście prócz akordeonu
można usłyszeć gitarę czy perkusję na czele, które nadają
piosenkom kopa. Prócz instrumentów, wiele występów gościnnych. O
ile Kasia Nosowska i Gaba Kulka są w swoim zywiole i nie wychodzą
poza ramy swoich możliwości, tak krzyk Nergala w „Dziewczynie z
branży” jest nie do poznania.
Teksty
piosenek jak zawsze baśniowe, ale również przesycone trafnymi
spostrzeżeniami na temat Polski i Polaków. W "Pożegnaniu
małego wojownika", Czesław rozprawia się z naszą ułańską
fantazją i sarmacko-romantycznymi przywrami:
"Idź
żołnierzyku pokaż co masz,
A
jak czegoś jeszcze chcesz to daj im w twarz! I
dź
żołnierzyku przez cały świat,
Możesz
maszerować tak i żyć sto lat"
Teksty
takie świetnie wypadają w połączeniu z głosem Czesława, który
rozwinął się jako wokalista – śpiewa pewniej, dojrzalej i
jeszcze bardziej manierycznie.
Ale
co możemy powiedziec o samym Czesławie, który wraz ze wzrostem
popularności stał się celebrytą i gości na salonach jak i jako
juror w muzycznym programie? O Czesławie na pewno wiemy to - że
jest to meżczyna gościnny w kroku. Sam na łamach nie jednego
periodyku chwalił się ile to kobiet w swoim życiu miał, bodajże
liczba ta sięga 3 cyferek – seriously?! Nie raz ubolewał nad
kondycją polskiej branży porno, nie raz przyznał się że lubi
sobie dac w gaz. Jego starania w mówieniu w języku polskim są
słodkie i choć czasami ciężko zrozumieć co on mówi – jednak
to jest jego cechą charakterystyczną . Nie można zaprzeczyć że
Czecho to postać kontrowersyjna, ale nie można też zaprzeczyć że
nie ma talentu – gra, śpiewa i komponuje. Jest naszym towarem
eksportowym i jego albo się kocha albo nienawidzi.
Mnie
osobiście uwiódł i jestem w nim szaleńczo zakochana;) Muszę też
przyznać że według mnie jest to również bardzo przystojny
mężczyzna, którego z chęcią bym schrupała;) Ale jako że mój
Malczik chyba by wziął ze mną rozwód, mogę się nim cieszyć
słuchając jego płyt, oraz wybierając się na jego koncerty jeśli
akurat odbywają się w moim mieście;)
Film nie jest jakiś nowy, jest z 2007
roku, ale po puszczeniu go niedawno na tv4 postanowiłam do niego
wrócić ponownie. Tak oto powstała ta recenzja;)
Film pt. „Gabriel” w reżyserii
Shane'a Abbasse'sa pierwszy raz obejrzałam kilka tygodni po jego
premierze czyli w 2007 roku. Moje refleksje były mieszane. Podobał
mi się ale zarazem brakowało mi w nim czegoś. Miałam wrażenie że
jest sporo niedociągnięć i niedomówień, jednak początkowo nie
przeszkadzało mi to. Najważniejsze było że film ogólnie mi się
spodobał, dłużej się nad nim nie zastanawiałam. Obejrzałam,
oceniłam i poszedł w niepamięć.
Dlatego też kiedy zobaczyłam że w
telewizji będzie leciał ten film, postanowiłam że raz jeszcze go
obejrzę, odświeżę sobie fabułę. Oczywiście nie oglądałam w
telewizji, gdzie reklama trwa dłużej niż kawałek filmu, nie mam
na to cierpliwości by oglądać 10 minut filmu a kolejne 15 reklamę,
dlatego też od znajomego porzyczyliśmy DVD i zasiedliśmy wieczorem
na kanapie, obstawiliśmy się chrupakmi, ciastkami i napojami i
rozpoczęliśmy z Malczikiem seans.
I takim sposobem po 5 latach odkryłam
na nowo ten film. To co wcześniej było dla mnie niezrozumiałe i
zagmatwane odkryło swoją nową drogę. Po prostu zrozumiałam go.
Wiele osób pisze że film ma wiele
niedomówień jest niedopracowany – tak też ja sądziłam
początkowo – ale prawda jest inna. Film jest naprawdę dopracowany
do samego końca, tylko trzeba go zrozumieć. A to dla niektórych
jest za trudne. Owszem, przyznaję się za pierwszym razem nie
zrozumiałam, ale to tylko dlatego że za bardzo interesowała mnie
fabuła i to co się dzieje nie łączyłam ze sobą faktów, nie
zastanawiałam się dokładniej nad każdą sceną. Po prostu
połknęłam to co mi przedstawili bez głębszego zastanawiania się,
rozmyślania nad nim.
Ale przejdźmy do opisu filmu. Na
filmwebie – najbardziej sławnej bazie filmów czytamy:
„Gabriel
to mroczny film akcji, którego akcja rozgrywa się w czyśćcu.
Opowiada o zmaganiach między Archaniołami a Upadłymi Aniołami o
kontrolę nad miastem, jego ludnością składającą się z
odrodzonych dusz. Obecnie w czyśćcu króluje Ciemność. Gabriel
jako ostatni z siedmiu Archaniołów zostaje zesłany by przywrócić
temu miejscu światło. Niestety aby tego dokonać musi przybrać
ludzką formę. W tym mrocznym miejscu ludzkich dusz samotny
Archanioł będzie musiał stawić czoło swoim ludzkim uczuciom, co
okaże się równie trudne jak walka z upadłymi. „
Jeśli
kogoś nie przekonuje ten opis to zajrzyjmy do innego serwisu
filmowego, stopklatki, czytamy tam:
„Sammael,
upadły anioł, w imieniu ciemności przejął kontrolę nad
szczególnym miastem. Z pomocą uzbrojonego po zęby oddziału sieje
w nim spustoszenie, falę przemocy i okrucieństwa. Jego zwycięstwo
jest niemal pewne do czasu zejścia na ziemię Gabriela, ostatniego
Archanioła. Gabriel jest młody, silny, waleczny i skupiony, czego
nie można powiedzieć o jego przeciwniku. Co więcej jest też
ostatnią istotą, która widziała zaginionego Michaela, potężnego
anioła dobra. Jego odwaga doprowadza do wyrównania sił i odkrycia
planu Sammaela pragnącego odnaleźć Jade'a - anioła posiadającego
serce ze złota. Gabriel nie zdaje sobie jednak sprawy, że jego
rywal posiada zgubne informacje o jego przeszłości, które mogą na
zawsze odmienić los ludzkości.”
Sądzę
że obydwa streszczenia, zasługują na uwagę. I pomyśleć, że to
bardzo nisko budżetowa produkcja rodem z Australii – zaledwie 200
tys. Australijskich dolarów – a bije na głowę większość
amerykańskich superprodukcji. Ostatni
z wojowników dobra, archanioł Gabriel wchodzi do czyśćca -
przedstawionego jako skąpane w strugach deszczu mroczne miasto - by
odkryć co stało się z wysłanymi wcześniej anielskimi
towarzyszami. Co się okazuje: jeden został alkoholikiem, drugi - a
właściwie druga, została obdarta przez upadłych aniołów ze
skrzydeł i - zmuszona pracować jako prostytutka. Oczywiście
przesłanie było łatwe – upadłość Archaniołów spowodowana
była poddaniem się ludzkim namiętnościom i pragnieniom.
Andy Whitfield jako Gabriel
Nie możemy też pominąć iż główną rolę Gabriela gra Andy Whitfield, który większości z Was może kojarzyć się jedynie z rolą Spartacusa, który niedawno zmarł - oczywiście nie serial Spartakus, ale aktor grający go jak i Gabriela. To dla niego zaczęłam oglądać ten serial, bo strasznie go polubiłam w roli Gabriela.
Film
naprawdę zasługuję na uwagę, nie jest jakoś strasznie
przekolorowany jak większość dzisiejszych filmów, nie bije
efektami po oczach, wszystko jest wyważone i bardzo fajne dla oka.
Ale naprawdę trzeba zrozumieć całość tego filmu, i długo się
jeszcze zastanawiać po końcówce by samemu domyślić się co tak
naprawdę zostało nam przedstawione – w innym przypadku nie
zrozumiecie go a co za tym idzie – nie spodoba Wam się.
Mnie
osobiście, za pierwszym razem był obojętny ni to fajny ni to zły,
ale po drugim razie – z chęcią w wolnej chwili do niego wrócę.