Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 marca 2016

" Po drugie dla kasy" - Janet Evanovich


Słodka jak czekolada, ostra jak papryczka chili, wrażliwa jak kwiat a do tego zakręcona jak bąk. Z braku środków na koncie, chwyta się jakże kobiecej pracy - łapania przestępców. To jest właśnie Stephanie Plum. Kobieta, która przez swoją upartość zawsze wpadnie w tarapaty. Która swoim szczęściem nowicjusza zawsze okaże się bohaterką, która wszystko zrobi od tyłu, jednak rozwiąże sprawę. Przy swoim boku ma zawsze uzbrojoną Babcię Mazurową, która pomimo swojego wieku nadal zachowuje się jak nastolatka i dwa gorące ciacha, które tylko polują i kuszą Steph swoimi walorami.

Jeden z nich, z włoskimi korzeniami, wybuchowym temperamentem przystojniak jak z wybiegu, gorący jak słońce - Morelli. Drugi, tajemniczy latynos, o budowie Adonisa były żołnierz - Komandos. Pierwszy z nich to poważny i szanowany w Grajdole gliniarz, którego Śliweczka chciała rozjechać, wspominając dobre czasy na podłodze zza ladą eklerków, drugi to jej nauczyciel i przyjaciel, który wprowadził ją w zawód łowcy nagród.

W drugim tomie przygód o Stephanie Plum, znów zaserwowano nam smakowity kąsek w postaci zagadki kryminalnej. Trzeba odszukać zbiega, który jest mieszkańcem Grajdoła i przyprowadzić go do sądu. Niekarany, sprawa wydaje się prosta, ale ze Śliweczką nic nie jest proste. Bo prócz tego, trzeba odszukać 24 trumien, które Spiro Stiva zakupił za bezcen ale zniknęły, więc ma nadzieję że Stephanie je odnajdzie. A jak są trumny, to jest i Babcia Mazurowa, która uwielbia chodzić na wystawne przyjęcia do domu pogrzebowego, w poszukiwaniu idealnej trumny dla siebie.

Właściwie Stephanie Plum dziwnym trafem, po raz kolejny sama wmiesza się w policyjne śledztwo i po raz kolejny, znów jej drogi z Morellim się skrzyżują. Ale jak to mówi stare przysłowie "gdzie policja nie może, tam pośle Śliwkę"

"Po drugie dla kasy" to kolejna książka, która niemiłosiernie nas wciąga. Przygody Stephanie są tak prześmieszne i brak w nich jakichkolwiek wpadek ze strony autorki. Wszystko jest dopracowane, zarówno wątek kryminalny jak i postacie. Świetna kontynuacja "Jak upolować faceta", która ukazuje nam, że świat widziany oczami Stephanie nie jest wcale różowy za to jest niezmiernie ciekawy i prześmieszny. Bo przecież w Grajdole, w torebce każdej kobiety musi obowiązkowo znajdować się broń, gdzie każdy każdego zna. To historia, która po raz kolejny sprawiła, że bolał mnie brzuch od śmiechu a iskry lecące przy spotkaniach Joe i Stephanie sprawiały, że chciałam więcej.

Seria Janet Evanovih, należy do moich ulubionych komedii. Uwielbiam postacie przez nią nakreślone, historię, te niewiarygodne wypadki i przypadki Stephanie, ten sarkazm Steph, szaleństwo Babci Mazurowej a co najważniejsze - przyciąganie Morellego.

Nie znasz serii - a wstydź się, szybko się zapoznaj, bo książki czyta się lekko i przyjemnie, a co najważniejsze chce się więcej i więcej :)

środa, 10 lutego 2016

E.L.James "Grey.Pięćdziesiąt twarzy Greya oczami Christiana"


Zbliżają się walentynki, więc i mnie jakoś tak poniosło, że postanowiłam przeczytać coś związanego miłością. Nie przepadam za romansidłami, tanimi opowiastkami o miłości więc wybór lektury był ciężki. Dlatego postanowiłam pocierpieć trochę w ten ociekający miłością miesiąc, i wybór książki zrzuciłam na barki mojej przyjaciółki. Ona chyba wiedząc, jaką torturą to dla mnie będzie, jednak nie zostawię tego w połowie i dokończę wybrała da mnie przeuroczą, ociekającą miłością, pragnieniem książkę jaką jest „Grey. Pięćdziesiąt twarzy Greya oczami Christiana”, autorstwa jedynej w swoim rodzaju mistrzyni pióra E.L.James.  Przeklinałam ją w duchu, czary i uroki na nią rzucałam, zaczęłam ją nienawidzić i w myślach już przygotowywałam plan zemsty na tej dziewoi, która zwie się moją przyjaciółką, ale nic nie dałam po sobie poznać i z uśmiechem na twarzy przyjęłam książkę obiecując, że jak tylko skończę zdam jej recenzję.
Ej Koleżanko! Coś Ty myślała, że to będzie recenzja pełna „ ochów” i „ achów”? O nie, nie Koleżanko, nad gównem nie ma co się rozpływać i zachwalać. Jakie gówno jest – każdy wie, to teraz niech sobie do tego wyobrażenia dopisze tę książkę, bo to jest idealne odzwierciedlenie.
Myślałam, że nie wyjdzie już nic gorszego niż „ Osiemdziesiąt dni żółtych ” - myliłam się. Myślałam, że ta mega wielka mistrzyni pióra, zgarnęła tyle kasiory, że 5 pokoleń po niej będzie jeszcze na wysokim poziomie żyć, ale niee – ta pożal się Boże pisareczka, połasiła się na więcej. I żeby chociaż napisała coś nowego, coś co by nadawało się do czytanie a język był przystępny – nie. Ona postanowiła wzbogacić się na tym samym tylko pisane z perspektywy Christiana.
Kobity się zachwycają ba – co niektóre są nawet w stanie Cię zwyzywać za negatywne opinie o tej serii, ale ja się kufa pytam – czym tu się zachwycać? Co ta książka wnosi w Wasze życie, że jesteście w stanie ją bronić jak lwica młode? Ani to jakieś podniecające, ani pouczające – słabe to jak majtki z bazaru. Chyba że, macie po 12 lat i nigdy nie poznałyście co to znaczy „kochać się” i beznadziejne jednym słowem chamskie opisy seksu, są dla Was przewodnikiem? Jeśli tak, to współczuję.
O czym jest to bajkopisarstwo, śmiejące się nazywać książką? A o młodej studentce, która w zastępstwie za koleżankę, wybiera się przeprowadzić wywiad z bogatym milionerem Christianem Greye'm. Podczas tego wywiadu, ciamajdowata Ana wpada w oko Christianowi, który cały czas w myślach rozmawia ze swoim „wackiem” i powstrzymuje się przed „ wyruchaniem” jej.
To jest tak prymitywne, że dochodzę do wniosku, iż historie przedstawione w pornosach mają więcej iskry i są bardziej wyrafinowane niż książka pisana z jego punktu widzenia. Czego autorka, zrobiła z niego niewyżytego zboczeńca, któremu tylko jedno w głowie? Przecież wcześniej przedstawiła go jako inteligentnego dżentelmena, z klasą, kulturalnego – w tej książce tego zabrakło. Jest po prostu ociosany chłop, ubrany w najdroższe garnitury i posiadający fortunę oraz imperium, natomiast pod spodem to typowy wieśniak, cham, prostak i zboczeniec. Żeby tego było mało, jego słownictwo którym posługuje się w myślach jest tak infantylne, że aż oczy płaczą a uszy bolą. Śmieliśmy się z „wewnętrznej bogini” Any, ale to jest nic, w porównaniu z rozmowami ze „swoim wackiem”. Bardzo ruchliwy ten wacek, drgał na każdym kroku, masz rozkładać chciał cały czas, widział „dupę” - stawał, widział ust – stawał, widział rytuał zaparzania herbaty – stawał. Ciekawi mnie czy przy „dwójeczce” też stawał.Fabuła – ha, jaka fabuła! Sama siebie rozśmieszyłam. W tej książce brak wszystkiego. Brak fabuły, brak wyrazistych bohaterów, brak dialogu, brak czegokolwiek.
Wiecie, naprawdę zastanawia mnie co te książki wnoszą do pożycia seksualnego, skoro tyle bab to potwierdza. Dla mnie ta książka, to jakiś niewypał, tragedia, masakryczna masakra, która nie powinna była powstać. I jeszcze cena – 39,90! To jakieś nieporozumienie. Tą książką co najwyżej można tyłek podetrzeć, wtedy możecie poczuć się jak Bijąs, która będą w Polsce zażyczyła sobie czerwonego papieru z drobinkami diamentu, bo gwarantuję Wam, że tak drogim papierem na jakim jest drukowany Grey to się jeszcze nie podcieraliście. Chyba że, jesteście burżujami i stać Was na papier do pupci za 40 zł.


wtorek, 9 lutego 2016

Filmowo: "Dziewczyna z portretu" (2015) reż.T.Hooper


 
Czekałam na tę produkcję długo, oj bardzo długo. W 2012 jak przeczytałam książkę, to byłam pewna – idę na film. Mam jeszcze stare wydanie książki, gdzie z okładki bije zapowiedź o „ Nicole Kidman w roli Lily”. Od 2012 roku, śledziłam doniesienia o postępach w pracy nad filmem. Czytałam o Charlize Theron, która miała dołączyć do obsady aż pewnego dnia wszystko ucichło. Nie było doniesień na temat tego projektu. Puff i zniknęło. „Szkoda” - pomyślałam sobie i zaczęłam żyć dalej. Aż tu nagle, w 2015 roku wielkie poruszenie i projekt wraca do łask. Wybrano obsadę, reżyserów ,producentów nic tylko czekać na efekt. Więc czekałam…
W zeszłym tygodniu obejrzałam film i mam mieszane uczucia… Nie było to kino porywające, smutne – po prostu było.
 
Alicia Vikander i Eddie Redmayne
Główną rolę Einara/Lily otrzymał Eddie Redmayne, zeszłoroczny zdobywca Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie „Teoria wszystkiego”, czy zasłużoną czy nie – opinie są różne, ja w nie nie wnikam. Dostał to dostał na kij drążyć temat. W rolę jego żony Grety wcieliła się jak dla mnie zjawiskowa i fenomenalna Alicia Vikander ( Ex machina, Kryptonim U.N.C.L.E), która moim zdaniem skradła cały seans. W role drugoplanowe wcielili się : znany ze "Skyfall" Ben Whishaw oraz Matthias Schoenaerts, który wielu osobom przypomina Władimira Putina i gdzie nie jestem, to każdy to komentuje.
Wczesne lata 30, XIX wieku, i niezwykłe małżeństwo duńskich malarzy – Greta i Einar Wegnerowie, oraz niezwykła historia miłości, którą para przeżyła, albowiem historia jest stworzona na podstawie faktów. Ona – popularna malarka, jednak dopiero jej obrazy erotyczne przyniosły jej chwałę. Na pewnym etapie jej popularności, do obrazów w ubraniach damskich pozował jej mąż, Einar i t właśnie wtedy narodziła się Lily. To właśnie wtedy nadeszła wielka transformacja, w której Einar zrozumiał że jest kobietą w ciele mężczyzny. Właśnie wtedy narodziła się Lily, a Einar zaczął odchodzić w niepamięć, ku rozpaczy Grety.
Największych plusem tej fabuły jest relacja jaka odgrywa się pomiędzy małżonkami. To Greta, nieświadomie obudziła w Einarze długo skrywaną Lily, to ona namówiła męża do pozowania w damskich sukienkach. To co na początku wydawało się niewinną zabawą małżonków, przerodziło się w ogromny kryzys tożsamości Einara oraz postawiło Gretę na wielką próbę. Kobieta stanęła przed dylematem czy walczyć o odzyskanie swojego męża czy stanąć u jego boku w walce o swoją tożsamość.
Na ekranie widzimy przemianę Einara, początkową nieśmiałość która z biegiem czasu przeradza się w walkę o swoje ciało, o swój komfort psychiczny. Poznajemy też opinie lekarzy, którzy w tamtych czasach niezbyt entuzjastycznie podchodzili do „takich przypadków”, traktując je jako chorobę psychiczną. W obecnych czasach, nikt już tak nie postępuje – nauka ewaluowała i w czasach dzisiejszych nie jest to zaskoczeniem.
 
Film bardzo przemyślany, bardzo dostosowany do tamtych czasów. Kostiumy pierwsza klasa, nie wiem czego ale nadal sądzę, że wtedy to była moda – bardzo mi się taki styl podoba. Jednak coś mi w tym filmie nie pasowało. Nie był on zły – był naprawdę bardzo dobry, ukazanie relacji Państwa Einarów – miód malina, postacie drugoplanowe – również świetnie zagrane, dopełniają całości. Problem chyba mam z głównym aktorem – Eddiem Redmayner'em. Lubię go, naprawdę ale jakoś mi nie pasował na Einara – był za damski, ani na Lily – był za męski. Tego czego brakowało w roli męskiej widać było gdy grał Lily, a tego co brakowało w roli damskiej ujawniało się kiedy odgrywał rolę Einara. Nie mówię, że nie potrafi on grać – o nie, to bardzo utalentowany aktor, mający na koncie Oscara, po prostu nie spodobał mi się on w roli Einara\Lily. No cóż…
Natomiast Greta, którą grała Alicia Vikander – to dopiero świetnie zagrana rola. Dziewczyna ma talent, skradała każdą scenę w której się pojawiała. Wspaniale wcielała się w rolę cierpiącej, ale też wspierającej i wyrozumiałej żony.
„Dziewczyna z portretu” imponuje również pod względem realizatorskich poczynając od scenografii, od której nie można oderwać wzroku, co w połączeniu z muzyką Desplata zapewnia nam niezapomniane doznania estetyczne.
Czy pomimo braku zapałania sympatią do głównego aktora polecam? Tak, jak najbardziej polecam. To wspaniały seans, który dostarczy Wam piękne doznania estetyczne oraz piękną historię miłości, o którą w Naszych czasach ciężko.

poniedziałek, 13 lipca 2015

"Zniewoloenie" - Sylvia Day



Kiedyś to były książki, kiedyś. Kiedyś można było kupować w ciemno i być zadowolonym.

Ale to już było i nie wróci więcej.

Teraz wydawnictwa jak tylko mogą robią Nas w bambuko. Oczywiście nie wszystkie, nie wrzucam wszystkim do tego samego wora. Jednak, prawda jest taka, że każdy orze jak może, nawet wydawnictwa.

 
HarperCollins wypuściło niedawno wznowienie książki Sylvi Day. Być może na fali jej popularności, chcieli przyciągnąć do siebie czytelników, wmawiając im, iż krótkie opowiadanko wydane w I kwartale 2015 roku to mega super hiper nowość. Otóż nie, opowiadanko to zostało wydane w 2007 roku, więc do nowości jej daleko, ale jeśli licząc nowe wydawnictwo i okładkę, to można ją uznać za nowość, ale nie oszukujmy się.

 
Dlaczego piszę opowiadanie, a nie książka? No cóż, trzy rozdziały, krótka forma wypowiedzi mieszcząca się w 150 stornach. Inaczej nazwać tego nie można. Chociaż sądzę, że jakby wywalić niepotrzebne opisy opowiadanie można by umieścić nawet i na niecałych 100 stronach. Osobiście streszczenie tej książki współpracownikom zajęło mi niecałą minutę, po których i tak stwierdzili, jak ja że książka to dno i pięć metrów mułu.

O ile jakoś potrafię przetrawić fakt, że książka liczy 150 stron, to mimo wszystko nadal mam nieoparte wrażenie, że wydawnictwo chce z nas zrobić idiotów. Czcionka to jakieś jedno wielkie nieporozumienie, może jest z 9 punktowa. Noszę soczewki, na wieczór zakładam okulary, ale nawet i z lupą miałam problem z czytaniem. Wedle wydawcy, książkę mogą czytać tylko osoby ze zdrowym wzrokiem przy użyciu lupy, bądź takie ślepaki jak ja, jednak przy użyciu mikroskopu.

Kolejna sprawa – cena! No wiecie co, za taką pizdryczkę płacić 30 zł! Są książki, lepsze, większe a mniej. Kolejna sprawa, z którą wydawca przesadził.


Fabuła tej książki, słaba jak piwo z biedronki. Dwa gatunki przeplecione ze sobą, fantastyka i erotyk. Zapowiadało się ciekawie, ale nie wyszło. Głowna bohaterka przez wiele lat w samotności, przepełniona bólem i cierpieniem po stracie ukochanego, posiadająca niedozwolone moce, przez co żaden Pan nie może jej oswoić. No właśnie, oswajanie czy inaczej zniewalanie. To już abstrakcja, której nie dało się przetrwać. O ile zapowiadało się ciekawie, bo bohaterka przez cały czas twardo obstawiała przy swoim, nie zmieni się nie ma szans, tak łatwo ulega i poddaje się. No żałosne.

A ocieranie się o nogi, sprawiło że śmiałam się i nie mogłam przestać. Mogli to darować.

Ogólnie cały świat fantasy został potraktowany bardzo ogólnikowo co sprawiło, że nie dało rady już uratować tej książki.

Ogółem: zawiodłam się na książce niemiłosiernie. Czytałam wiele pozycji Sylvi Day, ale ta jest najsłabsza. Jeśli mam ocenić tę książkę to powiem krótko: nie polecam.

Jedyny plus tej książki, to fajna aksamitna okładka.

czwartek, 31 lipca 2014

Jessica Brody " Klub Karmy"

Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
Jessica Brody - Klub Karmy
Nigdy nie przykładałam też wagi do tej tradycji, choć kilka lat temu sama się przekonałam że karma powraca. Ujmę to może inaczej „ karma is a bitch!”.
Gdy tylko w zapowiedziach pojawiła się wzmianka o nowej książce Jessicy Brody „ Klub karmy, wiedziałam że muszę ją przeczytać. Nie żebym fanką książek młodzieżowych była, jednak tak dużo o niej słyszałam pochlebnych recenzji, że sama zapragnęłam sięgnąć po tę książkę.

Maddison żyje sobie spokojnie, do czasu aż w popularnej gazecie nie zostaje opublikowany artykuł o jej chłopaku, który sama wysłała prawie rok temu. Od zawsze pragnęła być popularna i być zapraszana na prywatne imprezy bogatych kolegów ze szkoły, i ten artykuł jej to umożliwił. Dzięki niemu, jej chłopak stał się popularny a co za tym idzie w szkole zaczęto dostrzegać i ją. Wszystko to jest piękne, aż za piękne jak wiadomo. Na jednej z takich imprez, przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie, z jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Dziewczyna nie potrafi się pozbierać, tym bardziej że na następny dzień jej „ były” już chłopak, jakby nigdy nic paraduje za rękę z nową dziewczyna w zupełności nie zauważając naszej bohaterki. Dziewczyna pragnie się zemścić. Pomagają jej w tym dwie najlepsze przyjaciółki, i razem zakładają sekretny tytułowy już „ Klub Karmy”. Na czym ma polegać działalność tego klubu? Każda z dziewczyn, chce się zemścić na swoim byłych chłopaku, który ją zostawił przy okazji robiąc jej świństwo. Jak wiadomo, zranione serce cierpi, a co dopiero zranione serce nastolatki.
Dziewczyny z dokładnością przygotowują się do każdego zadania, każdy ich cel ma zostać solidnie ukarany na oczach całej szkoły. Z najpopularniejszych osób mają stać się osobami wystawionymi na pośmiewisko.

Książkę czyta się bardzo lekko, jest wciągająca i jak każda książka tej autorki, na końcu przedstawia nam jakiś morał. Lekcję, którą mamy wynieść z lektury. Podoba mi się to, bo nie często można spotkać teraz takie książki wśród młodzieży. Główna bohaterka, początkowo mnie irytowała tym swoim parciem na bycie popularną. Jednak po pewnym czasie, oczywiście po jej skrzywdzeniu zrobiło mi się jej żal, bo żadna dziewczyna nie zasługuje żeby być skrzywdzona w tak okrutny sposób.
Zachęcam Was gorąco do lektury, pomimo że nastolatką byłam już wiele lat temu, jednakże książkę czytałam z wielką przyjemnością i czas spędzony z nią uważam za całkowicie udany.

Za książkę bardzo gorąco chciałabym podziękować Pani Marcie z księgarni internetowej matras.pl. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Anną Kucharską!




Bardzo gorąco chciałabym Was zaprosić na spotkanie autorskie z debiutującą Anną Kucharską.

Spotkanie odbędzie się w księgarni MATRAS w Galerii Nowy Świat w Rzeszowie, ul. Krakowska 20, o godzinie 16.00 . 

Spotkanie poświęcone będzie pierwszej książce młodej rzeszowianki pt. 
" Całkiem dobra książka o miłości ", która ukazała się nakładem wydawnictwa NovaeRes.

" Całkiem dobra książka i miłośc i" to opowieść o zwykłych kobietach, które przyjmując pierścionek zaręczynowy jeszcze nie wiedzą, że odtąd w ich życiu niż już nie będzie takie samo. To obraz, który pokazuje, jak jedna bardzo ważna decyzja potrafi wypłynąć na wszystkie pozostałe. To wreszcie historia o miłości, którą każdy definiuje inaczej, a która zawsze jest taka sama.

" Całkiem dobra książka o miłości" Anny Kucharskiej to powieść o trzech zupełnie od siebie różnych kobietach, ich sposobie odbierania świata i radzenia sobie z tym, co przynosi im życie. To powieść o kobiecej sile i wytrwałości a także i przewrotności ślepego losu.

Zabierzcie ze sobą przyjaciółki, mamy, babcie i widzimy się w Matrasie w Galerii Nowy Świat w Rzeszowie o godzinie 16. 00 w najbliższą sobotę.
Będzie miła atmosfera i w dobrym towarzystwie będzie można wypić herbatkę lub kawę oraz zjeść pyszne ciastko :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...