środa, 18 stycznia 2012

Grey's Anatomy


Jak zapewne zauważyliście po prawicy blogowej zainstalowałam sobie odtwarzać mjuzika;) Muzyka – przy której się rekalsuje, która powoduje że wyciszam się i uspokajam no dodaje mi ukojenia;) ale to nie wszystko, bo jakbym miała dodać wszystko co chcę to szukałabym i dodawałą przez najbliższe kilka lat;) Ale tak z grubsza przybliżyłam Wam mój gust muzyczny. Tylko nie wiem jakim cudem wylądowała tam piosenka Kim Kardashian – o ile można to piosenką nazwać, miała być inna Kim a ona mi wskoczyła, no cóż, jakoś przeżyję.
Pewno też zauważyliście, że większość piosenek jest ścieżką dźwiękową serialu „Grey's Anatomy” - „Chirurdzy”. Tak, to jeden z moich ulubionych seriali, właśnie ze względu na muzykę.
Uwielbiam muzykę jaką serwują nam w tym serialu, bo takiej słucham, a łączę przyjemne więc oglądam serial i słucham.
Dlatego dziś skupię się na recenzji filmowej – eh, serialowej właśnie tejże produkcji. To jazda, nie?! Nie ma co się obijać;)

Grey's Anatomy – to serial o tematyce medycznej. Jest mieszanką dramatu, komedii i filmu obyczajowego. Serial opowiada nam o życiu prywatnym a przede wszystki zawodowym paczce młodych lekarzy, którzy rozpoczęli swój staż. Ciągłe boje o najciekawsze przypadki medyczne, są przeplatane życiem miłosnych bohaterów ora zromansami ze starszymi asystentami oraz wątkami ich przyjaźni. Każdy z przyciaciół ma jakiś sekret, który z biegiem czasu wyjdzie na światło dzienne.

Serial zaczęłam oglądać przypadkowo, ale wciągnął mnie od pierwszego odcinka. Nie jest typowym serialem, gdzie wszystko możemy przeiwdzieć. Ciekawe przypadki medyczne wywołują u nas więsze zainteresowanie a rozwiązywanie ich przez stażystów w późniejszych sezonach rezydentów wciąga. Bardzo udana obsada aktorska – od neiznanych po znanych, jednak każdy odnalazł się w swojej roli i co najważniejsze dogadują się, bo oglądając ten serial człowiek zapomina że to jest wyreżyserowane, czuć tą chemię między bohaterami, czuć tę prawdziwą przyjaźn, a wszystko to ma niezwykłą powłoczkci wspaniałego soundtracku.
Nie wiem czy nadal oglądałabym ten serial gdyby nie muzyka, no bo seriously?! Serial ciągnie się już 8 sezon, w czwartym sezonie była taka nuda że po prostu nie dawałam, ale nawet najgorszy odcinek powodował u mnie ciaryy kiedy tylko słyszałam muzykę. Bo muszę przyznać muzyka wiele wnosi do tego serialu.
Uwierzcie mi – płaczką nie jestem, a tym bardziej nie lubię ryczeć do ekranu telewizora a lapka tym bardziej, ale kiedy tylko zasiadam do kolejnego odcinka, zawsze w pogotowiu mam rolkę papieru kuchennego, bo łzy lecą mi strumieniami. Muszę przyznać że Malczikowi, też czasem popłynie jakaś łezka – alee ciii, jakby co to nieprawda, w końcu to facet;) No, co ja poradzę że muzyka tak na mnie działa?
Niby nic takiego – ot, wyznają sobie miłość, no bo co w tym dziwnego? Nic? Ale jak zaczyna się piosenka łzy same cisną się do oczu i takim o to sposobem ryczę. I niech nikt nie mówi mi że muzyka nie działa na nasze zmysły- bo kopnę!

Jestem z tym serialem od samego początku i jedno jest pewne – będę z nim do końca. Nie mam pojęcia ile sezonów jeszcze planują, bodajże to ma być ostatni - ale co mi tam, Ile by nie było, i jak nudne kolejne odcinki by nie były – będe wierna, bo muzyka mnie czaruje.
Jeśli nie jesteś fanem tego serialu, bądź co gorzej nie obejrzałeś go nigdy – to zachęcam, jeśli nie dla fabuły – to dla muzyki, bo tu powinni zgarnąc Oscara;)

Jeśli chodzi o ocenę – oczywiście że dam 5 na 5. No jakżebym mogła ulubionemu serialowi dac niżej, ale za samą muzykę mają u mnie kolejne 5 gwiazdek w bonusie;) Bo tak jak napisałam, serial ma swoje dobre i złe odcinki, ale jako całość – jest nie do opisania.


I dodam coś co spowodowało że śmiałam się do łez;) Jestem kurde politologiem, więc mogę, a co mi tam:D


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Senne zmagania

Coś strasznego!!. Ałaj. Dzisiaj śnił mi się mój egzamin z Prawa konstytucyjnego! [ seriously?! Przecież zdawałam bodajże dwa lata temu!]. Z częśći teoretycznej nie pamiętam nic, za to rozmowa kwalifikacyjna wryła mi się w pamięć. Ten ciemny latynos z pieprzykiem pod nosem mówi, że prawo dzieli się na komercyjne i ludzkie . Z czym ja, oczywiście, zgadzam się całkowicie i potwierdzam to skwapliwym kiwaniem czupryną. Po czym z dumą stwierdzam, iż wolę komercyjne, gdyż ludzkie niestety mój umysł nie ogarnia. Zapytana o ulubiony film- ale, ale co ma piernik do wiatraka?, oznajmiam, że to „American Pie„ (seriously?! Nie mogłam wymyślić nic głupszego chyba!?), tudzież „Dzieci z Bullerbyn”, jeśli rozmawiamy o książkach. Ale to jeszcze nic. On powiedział, że podziela moje zainteresowania. Podziela, rozumiecie?I zdałam!, a jakżeby inaczej. I dostałam taką okrągłą naklejkę -”Dzielny pacjent”. Ne wiem, skąd w tym śnie się jeszcze dzielny pacjent przyplątał, ale był, serio.
Wcześniej, albo potem (nie potrafię określić czasu, ani przestrzeni w moich snach, wybaczcie.) śniło mi się jeszcze coś. A dokładniej, śniło mi się, że jestem trupem. Całe ciało zaczęło zielenieć, aż w końcu popękało jak ziemia w moich kaktusach. Ale przecież, skoro mogłam chodzić, to poszłam do lekarza. Kazał mi się rozbierać do rosołu, pomacał po szyi i migdałkach przez chwilę, a potem rzekł -”Istotnie, jest pani trupem.” Trzeba było działać szybko, udałam się więc do zakładu pogrzebowego na rogu. Mężczyzna w czarnym fraku poinformował mnie, iż owszem, są w stanie mnie pochować, ale muszę opłacić trumnę, grabarza, lamentujący tłum oraz rzeźnika.Seriously?! wolę nie wiedzieć, na co w tym śnie był potrzebnyr zeźnik. Co jasne, nie miałam wystarczająco pieniędzy. Nic nowego, na jawie jest ta sama heca. Doszłam do wniosku, że udam się do krematorium w górze ulicy. Wzięłam dowód osobisty, paszport, książeczkę ubezpieczeniową, wszystkie zeznania podatkowe i Rexonę??. Olaboga! W jakim celu mi Rexonka? Mniejsza. Widocznie, uznałam, że niezbędnym jest ją mieć ze sobą i tyle. Właśnie z dziury w ścianie buchnął ognień. Płonęła jakaś młoda blondynka, fajnie było patrzeć, jak włosy jej się kopcą. Takie piękne włosy, żal ich. Mogła mi je zostawić chociaż, na takim długim warkoczu by się dorobiło przed śmiercią ciut. "Platynowe" peruki pewnie w cenie, przecież to takie tręęędi. Pomyślałam wtedy, że w sumie, nie ma się czego bać, to tylko taki większy piekarnik. Damy radę, nie? Kiedy mnie zamknęli z początku było nawet fajnie. Taka większa sauna z metalową podłogą. Ale potem coś się stało. Rexonka wybuchnęła. Peszek. Bo cały ten metalowy piec się rozzepsuł, delikatnie to ujmując. Aż ta blondynka, z kabinki obok się obudziła. I rzeźnik był niezadowolony. Halo, jaki rzeźnik?

Przerażają mnie moje sny, są takie beznadziejne i nie mające żadnego sensu – no bo serio? Kto na kremację nosi ze sobą Rexonę? Kto? Kto za zdanie egzaminu dostaje plakietkę „Dzielny Pacjent”? W rzeczywiśtości na egzaminie każdy sra w pory i modli się w duszy „ pandaczy”. Dokładnie!
Ej! Właśnie „pandaczy sesjowe” się rozpoczeło u mnie. Kurde... trzeba się uczyć...


piątek, 13 stycznia 2012

Gdzie te chłopy?!

Choć w encyklopedii nie ma terminu mężczyzna, to żadna z nas ( ani żaden) nie ma wątpliwośći iż żyjecie wśród nas. Ale drodzy Panowie, nie czujcie się zignorowani! W tejże publikacji jest również i coś o Was, a mianowicie: Chłopy wioska rybacka nad Morzem Bałtyckim, kąpielisko morskie... no cóż...
Gdyby poddać się teraz głębszej refleksji to może powinniśmy śpiewać: Gdzie te CHŁOPY prawdziwe takie orły, sokoły, herosi... Ciekawi mnie, czy profesorowie i poloniści zaliczyliby tę piosenkę do utworów o tematycze porzyrodniczo geograficznej? A mówiąc poważnie Drodzy Panowie, to wspomniany tekst piosenki jest bardzo edukacyjny. W świecie równouprawnienia i kobiet bossów, faceci przechodzą metamorfozę. Z orłów stają się wróbelkami, sokoły ubierają się w czarne wronie piórka. A więc Wy, nasi Drodzy Chłopcy, dl Was należy przyszłość, tylko od Was zależy czy może już jutro chórek dziewczyn z uwielbieniem zaśpiewa : Idą mężczyźni & prawdziwi tacy... orły, sokoły, herosi
Będę szczera i przyznam się do porażki. Uwieżcie to nie takie łatwe. Tekst ten powstawał częsciami.Po napisaniu pierwszej, podczas rozmowy z pewnym chłopakiem zadałam mu pytanie
Wiesz że w Encyklopedii nie ma terminu mężczyzna?
Dumna ze swojego, jakże podchwytliwego a zarazem sprytnego... zaraz, zaraz oczywiście niweinnego jak przystało na skromną i grzeczną dziewczynkę pytania, czekałam z uśmiechem na twarzy na odpowiedź, a właściwie na jej brak. W jednej chwili uśmiech zmieniłam na bezczelne wywalenie języka! Moje Drogie Panie! Wiecie co ten osobnik płci męskiej mi odpowiedział? Pomijając już fakt że pytaniem na pytanie się nie odpowiada, rzekł mi tak:
A słowo mąż jest?
Ha! Niewdzięczny! A ja, biedna, krucha i delikatna przedstawicielka płci pięknej po prostu zaniemówiłam! Przyznaję Panowie 1-0 dla Was. Gdybym była zagorzałą feministką, zarzuciłabym Wam wróbelki sprowadzanie kobiety do roli kury domowej. Ale ja tak łatwo się nie poddaję i jak tylko wróciłam do do mu sięgnęłam po wyżej wymienioną encyklopedię i szukam...
Ale i tu... niestety, po raz kolejny, Drodzy Moi Panowie zostaliście zignorowani, co z ogromną przykrośćią stwierdzam. W tej skarbnicy wiedzy owszem, jest nawet słowo mątwa, a męża ani śladu. Ale Panowie, nie płaczcie, bo w końcu trzeba być twardym jak żelki z biedronki
Moi drodzy, nie ograniczajmy się tylko do jednej publikacji, zajrzyjmy do słownika wyrazów bliskoznacznych.... męczyć... męczyć się..., mętny... ooo! Jest! Hura!
Mężczyzna - chłop, mąż, chłopak, kawaler, wyrostek, niedorostek, młokos, gołowąs z mlekiem pod nosem, młodzik z pretensjami do dorosłości, stary koń itp., itd.
Nareszcie Panowie ktoś o Was pomyślał. Myślę że powinnam tu zacytować fragment wstępu tejże publikacji, a mianowicie punktu pierwszego mówiącego o celach słownika, a więc autor pisze że słownik ten powstał aby (...) znaleźć najtrafniejsze określenie, najodpowiedniejszy zwrot
Znowu ogrania mnie refleksja, wyobraźmy sobie taką sytuację: ulicą idzie śliczna dziewczyna, przechodzi obok ławki zajętej przez dwóch, nieco mniej urodziwych chłopców przepraszam młokosów. Jeden z nich mówi do drugiego:
Zobacz jaka niezła *** [ tu dalszą część pominęłam każdy wie o co chodzi]
Nie można tu zapomnieć o braku kultury czy niedoborze szarych komórek, ale również co jest ważne, nieumiejętności wyrażania swoich uczuć. A gdyby zdarzyła się sytuacja odwrotna, mianowicie: ładny chłopak mija dwie śliczne dziewczyny. Teraz musimy rozpatrzeć dwie możliwości:
Pierwsza:
Chłopak o którym mówimy, jest starsy od ślicznych dziewczynek o kilka lat, przypuśćmy one mają 17 a on 21. W tym wypadku posługując się słownikiem wyrazów blizkoznacznych, dziewczyny powiedziałyby :
Patrz... fajny stary koń z niego...
Możliwość druga:
Przedstawiciel płci męskiej, wyżej wymieniony jest o rok starszy od ślicznych dziewczyn lub jest w ich wieku. A oto wypowiedź dziewczyn, które czytały wyżej wymienioną publikację:
O,patrz, jakiś kawaler się tu przywlekł
Na co druga by powiedziała:
Nie jest taki zły ten gołowąs.
Morał płyniee z tego taki, że wiedza nie wszystkim wychodzi na dobre. Do jakże ciekawych wniosków można dojść, dyskutując o Was tak o Was Panowie.
Od jakiegoś czasu mam kusi mnie, żeby sprawdzić w encyklopedii słowo kobieta i żona. Owsze, Drogie Panie jest to krok ryzykowny. Ale wszyscy wiedzą, że kobieta jest istotą rozumną i inteligentną, odważną, więc Drogie Panie dajmy temu spokój! Każdy wie, że nikt nie ośmieliby się pominąć tak ważnych dla ludzkości słów. Panowie dziwi mnie jesdnak fakt, ze encyklopedia została stworzona w większości przez mężczyzn, a tu taki brak solidarnośći... ale cóż! Nieodgadnione są umysły mężczyzn.
Kochane gołowąsy, stare konie i młokosy, My Kobiety o Was nie zapomnimy, bo co nam z naszej kobiecości bez Was, jak to mówiła najstarsza ze starowinek w filmnie pt Seksmisja.
Kochani Panowie, nie wpadajcie w depresję, że tak brutalnie Was potraktowano, zignorowano i pominięto... My Kobiety mamy na to wytłumaczenie...
Otóż publikacja ta jest wydaniem dziewiątym z roku 1987. Może mężczyźni jeszcze wtedy nie istnieli??


P.S
Owy artykuł jest mą własnością i to za niego otrzymałam nagrodę;)


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Naznaczona - P.C. Cast + K. Cast





Z racji z tego iż miałam wiele wolnego od świąt postanowiłam iż przeczytam sagę Pań Cast.
Kupiłam ją już dawno, ale z braku czasu przeleżała sobie na półkach. W święta zabrałam się za nią.
I jakież było moje zdziwienie, kiedy kusząca piękna okładka która zachęcała do kupna pozostała tylko piękną okładką.
Książka może nie jest najsłabsza, czyta się ją lekko i szybko ale ludzie? - ileż można ciągnąć temat wampirów?
Owszem owszem, saga Pani Meyer to był hit - ba! nawet nadal jest, ale ile jeszcze pseudo pisarzy będzie jechać na wizji Pani Meyer?

Więc może zacznę od tego że książka ta pisana jest przez matkę i córkę. Córka miała wprowadzić do całości młodzieżowy powiew, i postarać się by rozmowy między bohaterami były przystosowane do czytelników, ale ludzie! Już po pierwszej stronie miałam dosyć!
Książka po prostu od początku przejada nam się głupim, młodzieżowym językiem - którego to obecność jest tak wychwalana w podziękowaniach przez matkę Cast - ale sądzę że matka nie powinna aż tak bardzo angażować córki do tego projektu!. I chociaż sama do młodzieży w dalszym ciągu się zaliczam - no dobra może nie do młodzików bo swoje 23 lata mam, to słownictwo -  mnie wcale nie bawi. 
(...)
-Zoey, jak Boga kocham, Heath wcale się tak znowu nie uchlał po meczu. Nie bądź dla niego taka okrutna.
- Aha, no pewnie (...)
Gdybym umarła, przynajmniej ominąłby mnie sprawdzian z geometrii.  (..) i wiele innych takich tekstów, ten pochodzi zaraz z pierwszej strony! Ba! Z pierwszego akapitu!

Ale brnijmy dalej -  akcja rozpoczyna się kiedy główna bohaterka na placu szklonym ( czy to na parkingu? seriously?! nie pamiętam już) zostaje naznaczona. Od tej pory ma 24 godziny by zameldować się w Domu Nocy i tam rozpocząć swoją naukę na nowej drodze życia zwanej wampiryzmen - no po prostu szał pał, szkoła dla wampirów, a co najlepsze naznaczony może być każdy gdyż zwykli ludzie wiedzą że w każdej chwili może przybyć ktoś i ich naznaczyć.
No dobra, dobra, ale dalej do rzeczy - Zoey [ główna bohaterka - wiem że wybór imienia to sprawka autorek ale seriously?! Zoey?] przyjeżdża do Domu Nocy i podczas pierwszego spaceru, w ciemnym kącie szkoły napotyka chłopaka - Erika [ oczywiście kolejnego bohatera, w którym się zakochuje i vice werca] w erotycznej sytuacji z dziewczyną - Afrodytą [ oczywiście z którą nie będzie żyła w dobrych relacjach, można rzecz że z wrogiem]. Oczywiście nie będę owijać w bawełnę i napiszę jaka to była erotyczna sytuacja - a więc Wróg strzelał laskę Miłości - no ludzie! Tego już było za wiele! SERIOUSLY?!
To książka dla młodzieży i dla nastolatków, a już na pierwszych stronach czytamy o narkotykach, alkoholu i seksie oralnym!
Tego było dla mnie za dużo, pomimo że nie należę do jakiś ciotek przekupek, starych malutkich, ale po prostu to było już niesmaczne, i na około 2 dni odłożyłam lekturę książki. Tu nie chodzi o moje straszliwe wzburzenie, bo nie takie rzeczy się czytało, ale na miłość boską: to książka dla nastolatek napisana przez dorosłą kobietę!! A po drugie po jakiego grzyba to się tam znalazło? Nie wystarczyło napisać że Afrodyta chciała uratować swój sypiący się związek z Erikiem i zmusiła go do pocałunku? Trzeba się było posuwać do robienia tak zwanego potocznie "loda" i jeszcze ten tekst " Przecież to lubisz" no po prostu kwintesencja elokwencji!

Po krótkiej przerwie w której moja mózgownica trawiła przeczytane wątki zabrałam się do dalszego czytania.

W połowie lektury dowiedziałam się że wampiry sobie jedzą fast-foody zapijają colą. No tego już było za wiele. A już ogólnie zacietrzewiłam się jak okazało się że niektóre wampiry podczas przemiany umierają bo ich organizm nie radzi sobie ze zmianami.
To już był policzek - to tak jakby ktoś mi powiedział że kobiety jak zajdą w ciążę mogą umrzeć bo organizm nie będzie tolerował rozwijającego się w Tobie dziecka.
Oczywiście główna bohaterka przedstawiona jest jako wyjątkowa, specjalna, przepiękna dziewczyna, którą każdy na każdym kroku o tym zapewnia - to motyw który powoduje u nas czytelników mdłości.

Ogólnie ?
Książka ujdzie w tłumie, w skali 5-cio stopniowej powinnam dać jej 1, ale ze względu iż na piękną i kuszącą okładkę, oraz ogólny zarys z plemieniem Czirokezów, z kultem bogini Nyks, z obrządkami i tak dalej wydaje się ciekawy, dlatego daję 2. Jedynie co  mnie przeraża, to fakt, że tyle serii książek, tyle wspaniałych serii książek ma co najwyżej cztery do pięciu części. Cóż, w tym przypadku autorki postanowiły pociągnąć tę parodię do siedmiu. Ostatnia wychodzi w Ameryce na dniach, jak dobrze pamiętam. A pewnie to nie będzie jeszcze koniec.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...