czwartek, 13 listopada 2014

Bite me Rossman! czyli pocałujta w d*pe wójta!



Jestem zawiedziona promocją w Rossmanie. Nawet mogę rzec, że nie zawiedziona ale oszukana.

Jak każda kobieta, chętnie zakupuję kosmetyki, a kiedy jeszcze reklamowana jest akcja 1+1 ( jeden kupujesz, drugi tańszy lub w tej samej cenie za darmo) nie mogłam się oprzeć i poleciałam dziś do Rossmana.

Pomijając tłok jaki jest przy półkach i stoiskach z kosmetykami, to chciałam zwrócić uwagę że to GUNWO a nie PROMOCJA!

Kobiety! Wy się dajecie Rossmanowi oszukiwać!! Ceny tych kosmetyków są zawyżone, bo w innym wypadku promocja się nie opłaca. Pewnie zaraz poleci będzie setki komentarzy, że " to nieprawda, nikt cen nie zawyża, promocja fajna!". Laseczki, powiem Wam jedno - " gunwo, a nie promocja". Dymają Was legalnie, prosto w oczy - żeby nie napisać w dupsko.

Podam Wam przykłady, żeby nie było że sobie tę promocję wymyśliłam.

Kupuję kosmetyki często. Z racji na problem ze swoją skórą i cerą muszę nakładać mega tapetę. Więc od lat kupuję te same kosmetyki, czyli jednym słowem ceny owych rzeczy znam na pamięć.

Zacznę od korektora - używam korektora z firmy Loreal, dokładnie tego - Loreal True Match Super Blendable Perfecting Concealer, Korektor kryjący niedoskonałości.

Jego normalna cena waha się od 19,99 do 25 zł. Zazwyczaj kupuję go na stronie kosmetykizameryki.pl - wtedy zawsze płacę 19,99, ale normalna cena w drogerii czy Superpharmie to max 25 zł. Wiecie ile kosztuje on na zajebistej promocji w Rossmanie? Nie? To Wam powiem, bo chciałam sobie zapasy zrobić. Kosztuje 55,90!! PARANOJA!! Cena zawyżona, promocja poszła się jebać bo nie masz gratis drugiego, tylko normalnie za niego płacisz w cenie pierwszego a nawet dopłacasz! Cenę sprawdzałam w czytniku, więc o pomyłce mowy nie ma.

Myślę ok, może z korektorem przesadzili idę do podkładów.

Używam dwóch podkładów, naprzemiennie jeden z nich też jest z Loreala i jest to : Loreal The Foundation True Mach Podkład. Cena na mojej stronie 29,99 zł, w sklepach stacjonarnych do 40 zł. Ile w Rossmanie? 49,90! Może nie jest to jeszcze dużo, i drugi można dobrać, ale czego mam dopłacać skoro ten podkład jest tańszy? Po to, żeby drugi mieć gratis? Czego, zawyżają ceny??

O drugim podkładzie nie napisze, bo po spytaniu się czy taki podkład jest, Pani stwierdziła że Maybelline, takiego podkładu w swojej ofercie nie ma. Szkoda tylko, że jednak ma taki w ofercie i bezproblemowo kupuję go w innych drogeriach.

Idę do pudru w kamieniu, myślę tu sobie porobię zapasy. Podchodzę, chwytam od razu 4, a co, jak zapas to zapas. Używam - Loreal True Match /Accrd Parfait, puder w kompakcie. Cena normalna do 40 zł, przy dobrej promocji a na nie cały czas są, kupicie i za 30 zł. Na mojej stronie po 29,99 cały czas. Więc... Łapię 4 te pudry, zadowolona podążam do kasy, ale coś mnie tknęło. Myślę idę sprawdzę czy opłaca się 4 kupić, czy więcej. Podchodzę do czytnika, sprawdzam cenę jednego a tak wyświetla mi się: UWAGA!! 64,90!! Myślałam że się przewrócę! Jednym słowem - jebłam! Ni hu hu się opłaca. W cenie jednego od razu 2 wliczone są, to co to za promocja? Wolę sobie osobno kupić, a i tak taniej wyjdzie.

Sytuacja taka same jeśli chodzi o tusze do rzęs. Ceny zawyżone, nawet najtańsze tusze po 9 zł co kiedyś były w nowej promocji sięgają do 30 zł.

Rossmanowi mówię głośne NIE! WASZA BECZELOŚĆ OKRADANIA KLIENTA NIE ZNA GRANIC.

RUSZCIE GŁOWAMI, WYSILCIE SIĘ NA LEPSZĄ PROMOCJĘ, A NIE PODNOSICIE CENY I PROSTO W OCZY KAMIECIE, ŻE ZAJEBISTA PROMOCJA 1+1.



A klientki? Niech się obudzą i zobaczą jak rossman rżnie je na legalu. Nie dajcie się nabrać na tę promocję! Nie lećcie o niej jak muchy do lepu.

P.S
Przepraszam, za przekleństwa i ogólnie za mój ton, ale naprawdę byłam wściekła na sieć kiedy to pisałam. Ale ulżyłam sobie i już mi lepiej.


p.s 2

na stronie internetowej zawsze są tańsze, ale nie porównuje cen do stron www.
Porównuje je do cen w innych drogeriach czy sklepach, a w rossmanie są najdroższe.
Skoro inne sklepy potrafią je mieć w niższych cenach, to czego rossman nagle zawyża ceny o 10 zł i więcej?
i wiem, że kosmetyki w tym sklepie były tańsze, bo tam też kupowałam. nagle przy promocji ceny poszły w górę. Mamy cud Polski :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Serialowo : Castle [sezon 1]

 
Czytam. Czytam często i dużo. Czytam, kiedy tylko nie pracuję. Czasam, czytam nawet kedy pracuję. Jednak są takie dni, nawet miesiące, że po prostu nie ma co czytać. Brak nowości, czasami brak weny. Wtedy właśnie rzucam się chętnie na seriale. O tak, seriale moja kolejna miłość. Trochę ich oglądam, a jak nie mam co oglądać wynajduję sobie nowe :-)

 
Ostatnio z racji chwilowej przerwy zdrowotnej w pracy, wyszukałam sobie nowy serial i przepadam. W jeden dzień obejrzałam cały pierwszy sezon i cały czas intensywnie nadrabiam kolejne. O jakim serialu mówię? Minowicie chodzi mi o serial "Castle" emitowany przez amerykańską stację abc.
 
 

Głównym bohaterem serialu jest Richard Castle (Nathan Fillon), bestsellerowy  pisarz poczytnych kryminałów, którego w pierwszym odcinku nowojorska policja prosi o pomoc w schwytaniu przestępcy, wzorującego zbrodnie na jego książkach. Śledztwo prowadzi Kate Beckett (Stana Katic), piękna pani Detektyw, która jest fanką twórczości Ricka Castle'a. Sam autor, cierpi na brak weny twórczej dlatego też, uśmierca głównego bohatera swoich książek. Po udanym rozwiązaniu sprawy, odkrywa wenę i postanawia napisać nową serię o detektyw Nikki Heat, wzorując się na Pięknej Pani Detektyw - Kate Beckett. Dzięki znajomości z burmistrzem, uzyskuję zgodę by czynnie uczestniczyć w śledztwach det.
Beckett, będąc cywilnym konsultantem. Początkowo, jego wybujała wyobraźnia jest powodem żartów opowiadanych przez zespół, lecz z czasem jego teorie i inne spostrzeżenia na sprawę, powodują rozwiązanie zagadki, co przynosi mu sympatię i autorytet wśród zespołu.

To tyle jeśli chodzi o fabułę i głównych bohaterów. Czas powiedzieć coś o osobach, które też grają główne role, jednak zawsze przewijają się gdzieś w tle.

Zacznijmy może od rodziny Ricka Castle, a mianowicie od jego córki Alexis (Molly C. Quinn), spokojnej i dobre ustatkowanej nastolatki, która jest postrzegana jako bardziej dojrzała niż jej ojciec. Alexis, jest wzorową uczennicą, która często swoimi spostrzeżeniami podsuwa ojcu rozwiązania kryminalnych spraw. Zawsze może na niego liczyć, jest dla niej nie tylko ojcem ale i najlepszym przyjacielem. Razem z Alexis i Richardem, mieszka jego matka Martha Rodgers (Susan Sullivan), z zawodu jest aktorką, której sława z czasem przygasa, a z synem mieszka tylko i wyłącznie dlatego, iż jej były mąż uciekł ze wszstkimi jej oszczędnościami. Martha bardzo wspiera swojego syna, i pomimo że nie pojawia się często, to kiedy tylko to zrobi skrada całą scenę.

Przejdźmy zatem do obsady nowojorskiej policji, przecież det. Beckett sama nie pracuje :-)

W skład jej zespołu wchodzą detektywi Javier Esposito (Jon Huertas) oraz Kevin Ryan (Seamus Dever). Panowie, bardzo dobrze się rozumieją i lubią się nawzajem. Panów bawią sytuację, kiedy swoimi wypowiedziami i zachowaniem Castle irytuje ich koleżankę Kate Beckett. Z czasem, akceptują Ricka i zaprzyjaźniają się również z nim, tworząc zgraną ekipę. Bardzo często lubią zakadać się z pisarzem o to, kto pierwszy rozwiąże sprawę. Do zespołu należy także, doktor Laine Parish ( Tamala Jones),  która jest patologiem współpracującym z zespołem det. Beckett Jest również przyjaciółką głównej bohaterki, jedną z niewielu osób, z którymi Beckett z łatwością może rozmawiać i zwierzać się jej. Laine jako pierwsza, zauważa chemię pomiędzy swoją przyjaciółką a pisarzem i często wygasza komentarze na temat relacji panujących między nimi. Oczywiście, żaden statek nie może istnieć bez swojego kapitana i przywódcy. Tak jest i w tym przypadku. Piecze nad całym zespołem sprawuje Kapitan Roy Montgomery ( Ruben Santiago - Hudson).Kapitan bardzo docenia pracowitość i determinację Kate, i zawsze z boku przygląda się prowadzonym sprawom. Tak jak Ryan i Esposito, z rozbawieniem przygląda się jak Castle swoim zachowaniem irytuje Beckett, jednocześnie docenia skuteczność tego duetu , jaki tworzą podczas prowadzenia śledztw.


Serial wciągnął mnie od pierwszego odcinka. Świetne wątki kryminalne, które przeplatają się z życiem osobistym bohaterów i ujawniają coraz to nowe fakty. Dzieki temu, serial nie nudzi i nie jest monotematyczny, a wynikaające coraz to nowsze fakty o bohaterach, sprawiają że nie możemy doczekać się kolejnego odcinka. I ta chemia pomiędzy głównymi bohaterami. Nie wiem, czy mam rację, ale czuję to w kościach, że między nimi coś będzie. Ten wzrok Ricka, kiedy patrzy na Kate i rozdrażnienie Kate, kiedy Castle coś wymyśla. Kto się lubi, ten się czubi, i dla mnie to jest idealny przykład. Serial ma również wątki humorystyczne, sądzę że to zasługa, roli w jaką wciela się Nathan Fillon. Nie jest on przecież poważnym policjantem, a zwykym laikiem, autorem bestsellerowych książek, grających w pokera z innymi autorami. Przez jego normalność, wynikają czasami sytuacje, które ubawiy mnie do łez. Oczywiście, muszę wspomnieć, że Castle sprawił sobie kamizelke kuloodporną z napisem " WRITER" ( pisarz), co wygląda przekomicznie, kiedy jest na akcji z zespołem.


Polecam gorąco serial, jeśli jesteście fanami kryminałów z odrobiną humoru. Nie zawiedziecie się i będziecie tak jak ja, chcieć więcej i więcej :-)

sobota, 8 listopada 2014

Jak Państwo Mallczików, schudnąć z Ewą chciało ...

Czasami zastanawiam się, czego mam takie dziwne szczęście? To co mnie spotyka, dla niektórych osób jest abstrakcją, a ja takie historie mam co kilka dni.

Kiedyś pisałam, że moje przygody są bardzo podobne do przygód Stephanie Plum. Postanowiłam więc, raz na jakiś czas opisywać moje przeżycia. Ciężko będzie, bo te historie są naprawdę ciężkie do opowiedzenia a co dopiero do opisania. Bywają chwile, kiedy sama nie wierzę w to, co mnie spotkało. Bo jak opisać stłuczkę ze swoim byłym, którego nie widziało się od wojny secesyjnej? Na dodatek, to jemu odpadł zderzak, a u mnie nawet nie było zadrapania? Jak opisać historię zalewania sufitu przez sąsiada piętro wyżej, ale z bloku obok? Jak opisać historię samotnie dyndającej pustej rolki papieru w toalecie, a druga połówka dopiero wróci za kilka godzin? No paranoja! A mnie spotykają takie historie, co najmniej kilka razy w tygodniu.

Zaznaczam od razu, że każda osoba, która zadecyduje się przeczytać o moich przeżyciach, czyta jakby "dziennik" drugiej osoby, i nie jest na miejscu oburzać się czy obrażać mnie, bo to moje przeżycia, moje bolączki i mój przysłowiowy "ból dupy". Wylewam swoje żale i lżej mi na sercu. Zarzucanie fochem, czy pisanie jakie to obrzydliwe, nic nie pomoże, bo sytuacja ta już miała miejsce i nie cofnę czasu by można jej uniknąć. Jednych śmieszą rybki innych akwarium, mnie samą śmieszy coś innego. Każdy z nas ma jakieś poczucie humoru, osobiście mam dość specyficzne ( wedle moich znajomych, którzy kochają moje przygody).

I tak właśnie, w zalążku pracujących jeszcze szarych komórek, narodził się pomysł na cykl pt." ... z życia wzięte" .

Odsłona pierwsza:


Chciałabym schudnąć, naprawdę. Nie, żebym nie lubiła swojego ciała, bo czuję się w nim bardzo dobrze i seksownie. Ubrania na mnie jeszcze pasują, nie mam problemu ze znalezieniem ich w sklepie, rozmiary moje są, czasami nawet ktoś się za mną obejrzy. Czyli źle nie jest. Ale ta moda. No, ta cholerna moda na ćwiczenie z Chodakowską, Lewandowską, czy inną - owską, to jakaś plaga. Gdzie nie pójdę, słyszę tylko o tym. Boję się czasami otwierać lodówki, bo może któraś z nich mi z niej wyskoczy. A skoro, staram się jej nie otwierać, kilogramy powinny same znikać. Nic bardziej mylnego. No, ale nie o tym miał być.

Koleżanka, dobra koleżanka. No dobra, nie koleżanka - a przyjaciółka ćwiczy z Ewą Chodakowską. Zadowolona jak cholera. Myślę sobie, zacznę i ja. Kupuję płyty z ćwiczeniami i zaczynam. Trwa to już 3 miesiące, a mi ani pół centymetra nie spadło. Myślę sobie, pewnie dlatego że przy 9 minucie wymiękam. Robię się cała sina, sapię jak pies podczas upału a na dodatek sapie mnie okrutny kaszel, który mogę porównać do warczącego ciągnika. Robię postanowienie, do 20 minuty a może będą jakieś efekty. Ale nadal nic, normalnie coraz bardziej zmęczona jestem. Ale nie poddaję się, nadal oglądam jak Ewa ćwiczy. Ona sapie, to ja razem z nią, ona cała spocona - moja kanapa też, pocę się z nią. W sumie wiem, że od oglądania kilogramy nie spadną, ale nadal łudzę się nadzieją, że choć trochę centymetrów mi ubędzie, a jak to się stanie zacznę ćwiczyć aktywnie, nie tylko wzrokowo. I nadszedł ten dzień. Wchodzę na wagę a tam... 3 kg mniej. Wiadomo, że nie od oglądania, a od zapierdalania w robocie, ale powiedziałam że jak schudnę, zawsze aktywnie ćwiczyć.

Mówię Staremu o swoim postanowieniu, posikał się ze śmiechu. Cóż, miał prawo bo majty później po sobie uprał. Stary przemyślał ochłonął, śmiech zagłuszył i postanowił wspierać swoją Czarownicę. Był piątek, wróciliśmy z pracy, zjedliśmy po kebabie, jak na tradycję piątkową przystało, rozłożyliśmy maty, wskoczyliśmy w nasze seksowne dresy w kant, i imprezę czas zacząć. Ewa zaczęła nas motywować. " Uwierz w sobie" - wierzymy, głośno ze Starym mówimy, " wierzę w Ciebie" - mówi Ewa, a nas już duma rozpiera. I wtedy się zaczęło...

Stoisz, leżysz, kucasz, skaczesz, w prawo, w lewo, podskok, wykop, obrót. No masakra. Pot spływa mi po dupie, serce zaraz eksploduje, oddechu brak, oczy wyszły z orbit, ale nie poddam się. Widzę kątem oka, że Stary ma objawy porównywalne z moimi, ale walczy, a satysfakcji mu nie dam i nie poddam się, bo znów przez pół roku, będzie miał satysfakcję, że moje postanowienia to jednak debilne są i będzie mi to na każdym kroku wypominał. "O nie! Myślę sobie! Nie zrobię Ci Kochanie tej przyjemności, nie ma uja we wsi. Umrę tu, na miejscu ale nie poddam się pierwsza." Nadchodzi 10 minuta, serce mi zwalnia, powietrze nie dochodzi do mózgu, ciemność widzę ciemność, ale wtedy przychodzi moje wybawienie. Ewa mówi, kładziemy się. Stary jak się już położył, tak nie wstał. Na leżąco, kazał mi tylko wyłączyć tę śmierć i skwitował na sam koniec to słowami " pierdolę, nie robię. Życie mi jeszcze miłe". Jessuuu!! nawet nie wiecie, jaki głaz z serca mi spadł. Na legalu, mogłam poddać się, nie pokazując że to ja jestem ta słaba. Dziękowałam niebiosom, że Stary nie uniósł się dumą i nie dokończył prawie godzinnych ćwiczeń. Gdyby chciał to zrobić, w głowie miałam już katalog z trumnami i wszelkimi domami pogrzebowymi.

Ewa, jesteś wspaniałą osobą, wiem to. Miałam tę przyjemność, spotkać się z Tobą i
Twoim czarującym mężem, porozmawiać. Cieszę się, że to co robisz sprawia Ci wielką przyjemność. Ale wybacz, Kochana. Niestety ja odpadam. Będę Cię wspierać i oczywiście każdemu polecać Twoje ćwiczenia, ale ja pasuję. Mój Stary, zresztą też. Szanujemy Cię, bo sami nie dajemy rady dokończyć tych ćwiczeń. Po nieprzespanej od zakwasów nocy, stwierdziliśmy wspólnie, że nie jesteśmy aż tak " zapiździali i skapciali", ciałko mamy, kochamy się, lubimy swoje ciała i chyba nie chcemy ingerować w jakikolwiek sposób, bo nam dobrze :)

Ale noc po ćwiczeniach była okropna. Już po 1 w nocy, zbudziły mnie jęki Starego. Nie wiedziałam o co chodzi, bo brzmiało to bardziej jak jęk w toalecie publicznej, kiedy ktoś z kabiny obok męczy się nad wypuszczeniem sondy. Przebudziłam się, i słyszę jak pomiędzy jękami Stary mamrota pod nosem " Stary taki, a dał się jej namówić na ćwiczenia, w głowie mi się pomieszało", i mój ulubiony " słuchaj się baby mówili, będzie fajnie mówili, gunwo prawa". Stary cierpiał przez kilka dni, w robocie się z niego śmiali. Mnie w sumie też wszystko bolało. Ale przetestowałam ćwiczenia. Znajomi uważają, że to bardzo śmieszna historia i płaczą ze śmiechu jak tylko sobie o niej przypomną. W sumie, to śmiesznie brzmi, ale jakby sami poćwiczyli, nie byłoby im do śmiechu.

Mina sinego Starego - na zawsze zapadnie mi w pamięć. A ja mam nauczkę, by nie poddawać się panującej modzie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...