czwartek, 13 listopada 2014

Bite me Rossman! czyli pocałujta w d*pe wójta!



Jestem zawiedziona promocją w Rossmanie. Nawet mogę rzec, że nie zawiedziona ale oszukana.

Jak każda kobieta, chętnie zakupuję kosmetyki, a kiedy jeszcze reklamowana jest akcja 1+1 ( jeden kupujesz, drugi tańszy lub w tej samej cenie za darmo) nie mogłam się oprzeć i poleciałam dziś do Rossmana.

Pomijając tłok jaki jest przy półkach i stoiskach z kosmetykami, to chciałam zwrócić uwagę że to GUNWO a nie PROMOCJA!

Kobiety! Wy się dajecie Rossmanowi oszukiwać!! Ceny tych kosmetyków są zawyżone, bo w innym wypadku promocja się nie opłaca. Pewnie zaraz poleci będzie setki komentarzy, że " to nieprawda, nikt cen nie zawyża, promocja fajna!". Laseczki, powiem Wam jedno - " gunwo, a nie promocja". Dymają Was legalnie, prosto w oczy - żeby nie napisać w dupsko.

Podam Wam przykłady, żeby nie było że sobie tę promocję wymyśliłam.

Kupuję kosmetyki często. Z racji na problem ze swoją skórą i cerą muszę nakładać mega tapetę. Więc od lat kupuję te same kosmetyki, czyli jednym słowem ceny owych rzeczy znam na pamięć.

Zacznę od korektora - używam korektora z firmy Loreal, dokładnie tego - Loreal True Match Super Blendable Perfecting Concealer, Korektor kryjący niedoskonałości.

Jego normalna cena waha się od 19,99 do 25 zł. Zazwyczaj kupuję go na stronie kosmetykizameryki.pl - wtedy zawsze płacę 19,99, ale normalna cena w drogerii czy Superpharmie to max 25 zł. Wiecie ile kosztuje on na zajebistej promocji w Rossmanie? Nie? To Wam powiem, bo chciałam sobie zapasy zrobić. Kosztuje 55,90!! PARANOJA!! Cena zawyżona, promocja poszła się jebać bo nie masz gratis drugiego, tylko normalnie za niego płacisz w cenie pierwszego a nawet dopłacasz! Cenę sprawdzałam w czytniku, więc o pomyłce mowy nie ma.

Myślę ok, może z korektorem przesadzili idę do podkładów.

Używam dwóch podkładów, naprzemiennie jeden z nich też jest z Loreala i jest to : Loreal The Foundation True Mach Podkład. Cena na mojej stronie 29,99 zł, w sklepach stacjonarnych do 40 zł. Ile w Rossmanie? 49,90! Może nie jest to jeszcze dużo, i drugi można dobrać, ale czego mam dopłacać skoro ten podkład jest tańszy? Po to, żeby drugi mieć gratis? Czego, zawyżają ceny??

O drugim podkładzie nie napisze, bo po spytaniu się czy taki podkład jest, Pani stwierdziła że Maybelline, takiego podkładu w swojej ofercie nie ma. Szkoda tylko, że jednak ma taki w ofercie i bezproblemowo kupuję go w innych drogeriach.

Idę do pudru w kamieniu, myślę tu sobie porobię zapasy. Podchodzę, chwytam od razu 4, a co, jak zapas to zapas. Używam - Loreal True Match /Accrd Parfait, puder w kompakcie. Cena normalna do 40 zł, przy dobrej promocji a na nie cały czas są, kupicie i za 30 zł. Na mojej stronie po 29,99 cały czas. Więc... Łapię 4 te pudry, zadowolona podążam do kasy, ale coś mnie tknęło. Myślę idę sprawdzę czy opłaca się 4 kupić, czy więcej. Podchodzę do czytnika, sprawdzam cenę jednego a tak wyświetla mi się: UWAGA!! 64,90!! Myślałam że się przewrócę! Jednym słowem - jebłam! Ni hu hu się opłaca. W cenie jednego od razu 2 wliczone są, to co to za promocja? Wolę sobie osobno kupić, a i tak taniej wyjdzie.

Sytuacja taka same jeśli chodzi o tusze do rzęs. Ceny zawyżone, nawet najtańsze tusze po 9 zł co kiedyś były w nowej promocji sięgają do 30 zł.

Rossmanowi mówię głośne NIE! WASZA BECZELOŚĆ OKRADANIA KLIENTA NIE ZNA GRANIC.

RUSZCIE GŁOWAMI, WYSILCIE SIĘ NA LEPSZĄ PROMOCJĘ, A NIE PODNOSICIE CENY I PROSTO W OCZY KAMIECIE, ŻE ZAJEBISTA PROMOCJA 1+1.



A klientki? Niech się obudzą i zobaczą jak rossman rżnie je na legalu. Nie dajcie się nabrać na tę promocję! Nie lećcie o niej jak muchy do lepu.

P.S
Przepraszam, za przekleństwa i ogólnie za mój ton, ale naprawdę byłam wściekła na sieć kiedy to pisałam. Ale ulżyłam sobie i już mi lepiej.


p.s 2

na stronie internetowej zawsze są tańsze, ale nie porównuje cen do stron www.
Porównuje je do cen w innych drogeriach czy sklepach, a w rossmanie są najdroższe.
Skoro inne sklepy potrafią je mieć w niższych cenach, to czego rossman nagle zawyża ceny o 10 zł i więcej?
i wiem, że kosmetyki w tym sklepie były tańsze, bo tam też kupowałam. nagle przy promocji ceny poszły w górę. Mamy cud Polski :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Serialowo : Castle [sezon 1]

 
Czytam. Czytam często i dużo. Czytam, kiedy tylko nie pracuję. Czasam, czytam nawet kedy pracuję. Jednak są takie dni, nawet miesiące, że po prostu nie ma co czytać. Brak nowości, czasami brak weny. Wtedy właśnie rzucam się chętnie na seriale. O tak, seriale moja kolejna miłość. Trochę ich oglądam, a jak nie mam co oglądać wynajduję sobie nowe :-)

 
Ostatnio z racji chwilowej przerwy zdrowotnej w pracy, wyszukałam sobie nowy serial i przepadam. W jeden dzień obejrzałam cały pierwszy sezon i cały czas intensywnie nadrabiam kolejne. O jakim serialu mówię? Minowicie chodzi mi o serial "Castle" emitowany przez amerykańską stację abc.
 
 

Głównym bohaterem serialu jest Richard Castle (Nathan Fillon), bestsellerowy  pisarz poczytnych kryminałów, którego w pierwszym odcinku nowojorska policja prosi o pomoc w schwytaniu przestępcy, wzorującego zbrodnie na jego książkach. Śledztwo prowadzi Kate Beckett (Stana Katic), piękna pani Detektyw, która jest fanką twórczości Ricka Castle'a. Sam autor, cierpi na brak weny twórczej dlatego też, uśmierca głównego bohatera swoich książek. Po udanym rozwiązaniu sprawy, odkrywa wenę i postanawia napisać nową serię o detektyw Nikki Heat, wzorując się na Pięknej Pani Detektyw - Kate Beckett. Dzięki znajomości z burmistrzem, uzyskuję zgodę by czynnie uczestniczyć w śledztwach det.
Beckett, będąc cywilnym konsultantem. Początkowo, jego wybujała wyobraźnia jest powodem żartów opowiadanych przez zespół, lecz z czasem jego teorie i inne spostrzeżenia na sprawę, powodują rozwiązanie zagadki, co przynosi mu sympatię i autorytet wśród zespołu.

To tyle jeśli chodzi o fabułę i głównych bohaterów. Czas powiedzieć coś o osobach, które też grają główne role, jednak zawsze przewijają się gdzieś w tle.

Zacznijmy może od rodziny Ricka Castle, a mianowicie od jego córki Alexis (Molly C. Quinn), spokojnej i dobre ustatkowanej nastolatki, która jest postrzegana jako bardziej dojrzała niż jej ojciec. Alexis, jest wzorową uczennicą, która często swoimi spostrzeżeniami podsuwa ojcu rozwiązania kryminalnych spraw. Zawsze może na niego liczyć, jest dla niej nie tylko ojcem ale i najlepszym przyjacielem. Razem z Alexis i Richardem, mieszka jego matka Martha Rodgers (Susan Sullivan), z zawodu jest aktorką, której sława z czasem przygasa, a z synem mieszka tylko i wyłącznie dlatego, iż jej były mąż uciekł ze wszstkimi jej oszczędnościami. Martha bardzo wspiera swojego syna, i pomimo że nie pojawia się często, to kiedy tylko to zrobi skrada całą scenę.

Przejdźmy zatem do obsady nowojorskiej policji, przecież det. Beckett sama nie pracuje :-)

W skład jej zespołu wchodzą detektywi Javier Esposito (Jon Huertas) oraz Kevin Ryan (Seamus Dever). Panowie, bardzo dobrze się rozumieją i lubią się nawzajem. Panów bawią sytuację, kiedy swoimi wypowiedziami i zachowaniem Castle irytuje ich koleżankę Kate Beckett. Z czasem, akceptują Ricka i zaprzyjaźniają się również z nim, tworząc zgraną ekipę. Bardzo często lubią zakadać się z pisarzem o to, kto pierwszy rozwiąże sprawę. Do zespołu należy także, doktor Laine Parish ( Tamala Jones),  która jest patologiem współpracującym z zespołem det. Beckett Jest również przyjaciółką głównej bohaterki, jedną z niewielu osób, z którymi Beckett z łatwością może rozmawiać i zwierzać się jej. Laine jako pierwsza, zauważa chemię pomiędzy swoją przyjaciółką a pisarzem i często wygasza komentarze na temat relacji panujących między nimi. Oczywiście, żaden statek nie może istnieć bez swojego kapitana i przywódcy. Tak jest i w tym przypadku. Piecze nad całym zespołem sprawuje Kapitan Roy Montgomery ( Ruben Santiago - Hudson).Kapitan bardzo docenia pracowitość i determinację Kate, i zawsze z boku przygląda się prowadzonym sprawom. Tak jak Ryan i Esposito, z rozbawieniem przygląda się jak Castle swoim zachowaniem irytuje Beckett, jednocześnie docenia skuteczność tego duetu , jaki tworzą podczas prowadzenia śledztw.


Serial wciągnął mnie od pierwszego odcinka. Świetne wątki kryminalne, które przeplatają się z życiem osobistym bohaterów i ujawniają coraz to nowe fakty. Dzieki temu, serial nie nudzi i nie jest monotematyczny, a wynikaające coraz to nowsze fakty o bohaterach, sprawiają że nie możemy doczekać się kolejnego odcinka. I ta chemia pomiędzy głównymi bohaterami. Nie wiem, czy mam rację, ale czuję to w kościach, że między nimi coś będzie. Ten wzrok Ricka, kiedy patrzy na Kate i rozdrażnienie Kate, kiedy Castle coś wymyśla. Kto się lubi, ten się czubi, i dla mnie to jest idealny przykład. Serial ma również wątki humorystyczne, sądzę że to zasługa, roli w jaką wciela się Nathan Fillon. Nie jest on przecież poważnym policjantem, a zwykym laikiem, autorem bestsellerowych książek, grających w pokera z innymi autorami. Przez jego normalność, wynikają czasami sytuacje, które ubawiy mnie do łez. Oczywiście, muszę wspomnieć, że Castle sprawił sobie kamizelke kuloodporną z napisem " WRITER" ( pisarz), co wygląda przekomicznie, kiedy jest na akcji z zespołem.


Polecam gorąco serial, jeśli jesteście fanami kryminałów z odrobiną humoru. Nie zawiedziecie się i będziecie tak jak ja, chcieć więcej i więcej :-)

sobota, 8 listopada 2014

Jak Państwo Mallczików, schudnąć z Ewą chciało ...

Czasami zastanawiam się, czego mam takie dziwne szczęście? To co mnie spotyka, dla niektórych osób jest abstrakcją, a ja takie historie mam co kilka dni.

Kiedyś pisałam, że moje przygody są bardzo podobne do przygód Stephanie Plum. Postanowiłam więc, raz na jakiś czas opisywać moje przeżycia. Ciężko będzie, bo te historie są naprawdę ciężkie do opowiedzenia a co dopiero do opisania. Bywają chwile, kiedy sama nie wierzę w to, co mnie spotkało. Bo jak opisać stłuczkę ze swoim byłym, którego nie widziało się od wojny secesyjnej? Na dodatek, to jemu odpadł zderzak, a u mnie nawet nie było zadrapania? Jak opisać historię zalewania sufitu przez sąsiada piętro wyżej, ale z bloku obok? Jak opisać historię samotnie dyndającej pustej rolki papieru w toalecie, a druga połówka dopiero wróci za kilka godzin? No paranoja! A mnie spotykają takie historie, co najmniej kilka razy w tygodniu.

Zaznaczam od razu, że każda osoba, która zadecyduje się przeczytać o moich przeżyciach, czyta jakby "dziennik" drugiej osoby, i nie jest na miejscu oburzać się czy obrażać mnie, bo to moje przeżycia, moje bolączki i mój przysłowiowy "ból dupy". Wylewam swoje żale i lżej mi na sercu. Zarzucanie fochem, czy pisanie jakie to obrzydliwe, nic nie pomoże, bo sytuacja ta już miała miejsce i nie cofnę czasu by można jej uniknąć. Jednych śmieszą rybki innych akwarium, mnie samą śmieszy coś innego. Każdy z nas ma jakieś poczucie humoru, osobiście mam dość specyficzne ( wedle moich znajomych, którzy kochają moje przygody).

I tak właśnie, w zalążku pracujących jeszcze szarych komórek, narodził się pomysł na cykl pt." ... z życia wzięte" .

Odsłona pierwsza:


Chciałabym schudnąć, naprawdę. Nie, żebym nie lubiła swojego ciała, bo czuję się w nim bardzo dobrze i seksownie. Ubrania na mnie jeszcze pasują, nie mam problemu ze znalezieniem ich w sklepie, rozmiary moje są, czasami nawet ktoś się za mną obejrzy. Czyli źle nie jest. Ale ta moda. No, ta cholerna moda na ćwiczenie z Chodakowską, Lewandowską, czy inną - owską, to jakaś plaga. Gdzie nie pójdę, słyszę tylko o tym. Boję się czasami otwierać lodówki, bo może któraś z nich mi z niej wyskoczy. A skoro, staram się jej nie otwierać, kilogramy powinny same znikać. Nic bardziej mylnego. No, ale nie o tym miał być.

Koleżanka, dobra koleżanka. No dobra, nie koleżanka - a przyjaciółka ćwiczy z Ewą Chodakowską. Zadowolona jak cholera. Myślę sobie, zacznę i ja. Kupuję płyty z ćwiczeniami i zaczynam. Trwa to już 3 miesiące, a mi ani pół centymetra nie spadło. Myślę sobie, pewnie dlatego że przy 9 minucie wymiękam. Robię się cała sina, sapię jak pies podczas upału a na dodatek sapie mnie okrutny kaszel, który mogę porównać do warczącego ciągnika. Robię postanowienie, do 20 minuty a może będą jakieś efekty. Ale nadal nic, normalnie coraz bardziej zmęczona jestem. Ale nie poddaję się, nadal oglądam jak Ewa ćwiczy. Ona sapie, to ja razem z nią, ona cała spocona - moja kanapa też, pocę się z nią. W sumie wiem, że od oglądania kilogramy nie spadną, ale nadal łudzę się nadzieją, że choć trochę centymetrów mi ubędzie, a jak to się stanie zacznę ćwiczyć aktywnie, nie tylko wzrokowo. I nadszedł ten dzień. Wchodzę na wagę a tam... 3 kg mniej. Wiadomo, że nie od oglądania, a od zapierdalania w robocie, ale powiedziałam że jak schudnę, zawsze aktywnie ćwiczyć.

Mówię Staremu o swoim postanowieniu, posikał się ze śmiechu. Cóż, miał prawo bo majty później po sobie uprał. Stary przemyślał ochłonął, śmiech zagłuszył i postanowił wspierać swoją Czarownicę. Był piątek, wróciliśmy z pracy, zjedliśmy po kebabie, jak na tradycję piątkową przystało, rozłożyliśmy maty, wskoczyliśmy w nasze seksowne dresy w kant, i imprezę czas zacząć. Ewa zaczęła nas motywować. " Uwierz w sobie" - wierzymy, głośno ze Starym mówimy, " wierzę w Ciebie" - mówi Ewa, a nas już duma rozpiera. I wtedy się zaczęło...

Stoisz, leżysz, kucasz, skaczesz, w prawo, w lewo, podskok, wykop, obrót. No masakra. Pot spływa mi po dupie, serce zaraz eksploduje, oddechu brak, oczy wyszły z orbit, ale nie poddam się. Widzę kątem oka, że Stary ma objawy porównywalne z moimi, ale walczy, a satysfakcji mu nie dam i nie poddam się, bo znów przez pół roku, będzie miał satysfakcję, że moje postanowienia to jednak debilne są i będzie mi to na każdym kroku wypominał. "O nie! Myślę sobie! Nie zrobię Ci Kochanie tej przyjemności, nie ma uja we wsi. Umrę tu, na miejscu ale nie poddam się pierwsza." Nadchodzi 10 minuta, serce mi zwalnia, powietrze nie dochodzi do mózgu, ciemność widzę ciemność, ale wtedy przychodzi moje wybawienie. Ewa mówi, kładziemy się. Stary jak się już położył, tak nie wstał. Na leżąco, kazał mi tylko wyłączyć tę śmierć i skwitował na sam koniec to słowami " pierdolę, nie robię. Życie mi jeszcze miłe". Jessuuu!! nawet nie wiecie, jaki głaz z serca mi spadł. Na legalu, mogłam poddać się, nie pokazując że to ja jestem ta słaba. Dziękowałam niebiosom, że Stary nie uniósł się dumą i nie dokończył prawie godzinnych ćwiczeń. Gdyby chciał to zrobić, w głowie miałam już katalog z trumnami i wszelkimi domami pogrzebowymi.

Ewa, jesteś wspaniałą osobą, wiem to. Miałam tę przyjemność, spotkać się z Tobą i
Twoim czarującym mężem, porozmawiać. Cieszę się, że to co robisz sprawia Ci wielką przyjemność. Ale wybacz, Kochana. Niestety ja odpadam. Będę Cię wspierać i oczywiście każdemu polecać Twoje ćwiczenia, ale ja pasuję. Mój Stary, zresztą też. Szanujemy Cię, bo sami nie dajemy rady dokończyć tych ćwiczeń. Po nieprzespanej od zakwasów nocy, stwierdziliśmy wspólnie, że nie jesteśmy aż tak " zapiździali i skapciali", ciałko mamy, kochamy się, lubimy swoje ciała i chyba nie chcemy ingerować w jakikolwiek sposób, bo nam dobrze :)

Ale noc po ćwiczeniach była okropna. Już po 1 w nocy, zbudziły mnie jęki Starego. Nie wiedziałam o co chodzi, bo brzmiało to bardziej jak jęk w toalecie publicznej, kiedy ktoś z kabiny obok męczy się nad wypuszczeniem sondy. Przebudziłam się, i słyszę jak pomiędzy jękami Stary mamrota pod nosem " Stary taki, a dał się jej namówić na ćwiczenia, w głowie mi się pomieszało", i mój ulubiony " słuchaj się baby mówili, będzie fajnie mówili, gunwo prawa". Stary cierpiał przez kilka dni, w robocie się z niego śmiali. Mnie w sumie też wszystko bolało. Ale przetestowałam ćwiczenia. Znajomi uważają, że to bardzo śmieszna historia i płaczą ze śmiechu jak tylko sobie o niej przypomną. W sumie, to śmiesznie brzmi, ale jakby sami poćwiczyli, nie byłoby im do śmiechu.

Mina sinego Starego - na zawsze zapadnie mi w pamięć. A ja mam nauczkę, by nie poddawać się panującej modzie.

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Złośliwa trzynastka" - Janet Evanovich

Mówiłam już że jestem wielką fanką przygód Stephanie Plum? Mówiłam, to więcej niż pewne. Każdy znajomy wie, że seria o Śliweczce to moja ulubiona seria. Większość z nich też zaczęła czytać książki Janet Evanovich, widząc jak co chwila parskam śmiechem do książki.
Dużo znajomych powtarza mi też, że mam coś wspólnego ze Stephanie. Zawsze mówiłam
a weź nie żartuj”, jednak coraz częściej to słyszałam więc zaczęłam się nad tym zastanawiać. I doszłam do wniosków, że to prawda. 

Zarówno Stephanie i ja, to dwie chodzące kupki nieszczęścia, do których przyczepiają się niewiarygodne przygody, które są tak śmieszne ,że ciężko uwierzyć iż, zdarzyły się naprawdę. Oczywiście, mnie nikt nie ostrzelał, nie spaliłam domu pogrzebowego i moje samochody nie padają jak muchy. Jednak moje przygody są również dziwne i śmieszne jak głównej bohaterki. 

Też mam postrzeloną babcię, dziękuję Bogu że nie nosi broni jak Mazurowa :) Moja rodzicielka zachowuje się jak Pani Plum, zawsze obiadek na wyznaczoną godzinę, wszystko wedle ustaleń i też ciężko jej przetrawić zarówno moje jak i babci historie. Tata, to człowiek spokojny, który ma w domu same baby i jakoś nauczył się już z nimi żyć, jednak i jego cierpliwość wiele razy wystawiana była na próbę i też często zastanawia się, jak można pomóc babci dołączyć do dziadka ( oczywiście, tylko w tonie żartobliwym lub kiedy go naprawdę zdenerwuje :P ). Tylko, że ja nie pracuję jako łowczyni nagród i nie ugania się za mną dwóch pociągających, mega seksowych facetów.

Janet Evanovich
„Złośliwa trzynastka” jak sam tytuł wskazuje to już 13 tom o przygodach niezdarnej łowczyni nagród. Tym razem, chcąc pomóc Komandosowi, Stephanie staje się podejrzaną o zabójstwo swojego byłego męża. O ile można nazwać tak osobę, z którą więzy małżeńskie trwały 15 minut :) Dickie to szanowany prawnik, jednak założył spółkę z podejrzanymi typami, którzy znikają w niespodziewany sposób. We wszystkie zniknięcia, również udaje się wplątać naszą Śliweczkę, która jak wiadomo nie potrafi się trzymać od kłopotów z daleka. Ona jest jak magnes przyciągający problemy i kłopoty. W krok za nią chodzi Joyce, która jest obecną partnerką Dickiego i za pomocą Śliweczki chce go odnaleźć. Oczywiście nie możemy zapomnieć o dwóch ciachach, którzy dzielą się opieką nad naszą główną bohaterką.

Morelli, który w tym tomie zamieszkał w mieszkaniu Stephanie, co dla mnie jest miodem na serce, bo kibicuje tej parze od samego początku. Jest to dla mnie deklaracja ich poważnego związku ( o ile można ich nazwać poważnymi osobami :P ). Dla mnie oni są dla siebie stworzeni, uzupełniają się wzajemnie, wiedzą czego mogą po sobie się spodziewać. Stephanie wie, kiedy Josephem wstrząsa furia, gdy jest na nią zły i stara zazwyczaj się jej uniknąć, udając zanikające połączenie lub zwracając uwagę na coś innego. Po prostu się uzupełniają. Natomiast Komandos, cóż mogę powiedzieć. Nadal tajemniczy, nadal chce ale nie chce, takie ciepłe kluchy dla mnie.

Muszę przyznać że w tej części lałam ze śmiechu kiedy na kartki wkraczała Lula ze swoim romansem z Czołgiem. Po prostu, ta olbrzymia kobieta się zakochała i jest jeszcze bardziej szalona niż była. Jej zachowanie w szpitalu, kiedy to krzyczała na Komandosa, no łzy leciały mi ciurkiem. Lula i Czołg – zawsze poprawiają mi dzień :) Nie mogę też pominąć nowego romansu Babci Mazurowej. Scena kiedy przymierzała bieliznę i zastanawiała się nad zakupem stringów, no aż bolał mnie brzuch :)

„Złośliwa trzynastka” autorstwa Janet Evanovich, choć to 13 tom serii, nadal jest prześmieszna i rozwala na łopatki. Kawał dobrego humoru, nadal świetnie napisana, i nadal nie można doczekać się kolejnych części. 


Serię można zakupić w księgarniach stacjonarnych matras i na matras.pl

 

środa, 6 sierpnia 2014

John Green - "Gwiazd naszych wina"


Mania na Grena trwa nadal. Jego książki sprzedają się w milionowym nakładzie, na videobloga wchodzi coraz więcej osób a książki są wychwalane na wszystkie możliwe sposoby. Czytają je wszyscy, od młodzieży w podstawówce poczynając na dojrzałych kobietach kończąc. Wtrącę tu też małą anegdotkę z pracy. Przychodzi zadbana, piękna starsza kobieta na oko widać, że w wieku 45 lat, podchodzi do mnie i pyta „ ma Pani, Gwiazd naszych wina?”, potwierdzam i prowadzę do książki. Pani popatrzyła na mnie i pyta się „ fajna? Zobaczyłam, że mój osiemnastoletni syn się zaczytuje w jego książkach a wstyd mi go poprosić żeby mi pożyczył, więc kupię egzemplarze dla siebie”. To mi wystarczyło. Wypowiedź tej Pani, sprawiła, iż dłużej nie potrafiłam udawać oporu przed przeczytaniem książek tego Pana. Kolejne pytane zadane sobie samej było trudniejsze : „ od której zacząć?”

Ostatecznie zdecydowałam się na „Gwiazd naszych wina”, bo miałam też w planach wybrać się na to do kina. Do kina nie dotarłam, za to książkę przeczytałam.
Po przeczytaniu tysiąca recenzji na temat książki i drugie tyle na temat filmu, przygotowałam się psychicznie na to, co będzie mnie czkać podczas lektury. Zakupiłam wielopak chusteczek higienicznych, słoik nutelli i zasiadłam do lektury.

Hazel to nastolatka cierpiąca na nowotwór płuc. Jest on już tak zaawansowany, że wszędzie musi chodzić z butlą tlenu, pieszczotliwie zwaną przez nią Philipem. Uczy się w domu, nie ma przyjaciół, co niepokoi jej mamę, dlatego też raz w tygodniu zawozi córkę na kościelne spotkania młodzieży, które cierpią lub zwalczyły nowotwór. Takie kółko wspierające. Jednak Hazel robi to tylko i wyłącznie dla swojej mamy, bo dla niej perspektywa kolejnego spotkania wspierającego jest męcząca i sprawia, że ma mdłości. Nie lubi tego, wie, co ją czeka, wie, z jaką chorobą się zmierza i nikt nie musi, co chwilę jej przypominać, z czym walczy. Na jednym z takich spotkań, poznaje Augustusa. Chłopaka, który był sportowcem, a pół roku wcześniej wygrał walkę z nowotworem kości. Oczywiście, choroba nie ustąpiła tak sama z siebie, chłopak przeszedł amputację nogi by zaradzić dalszemu rozprzestrzenianiu się nowotworu. Od pierwszej chwili, zwraca on uwagę Hazel, jego seksowny głos wybudza ją z marazmu, w jaki zapada podczas spotkań. Ona też nie jest mu obojętna. Zaczynają się spotykać. Poznają się, dowiadują się o sobie coraz więcej, jednak Hazel z góry zaznacza mu, żeby się w niej nie zakochał. Częste spotkania sprawiają, że Hazel i August są sobie coraz bliżsi. Okazuje się też, że wspólnie zakochali się w powieści holenderskiego autora, jednak książka kończy się w dziwnym momencie i młodzi bohaterowie chcą dowiedzieć się jak potoczą się losy książkowych bohaterów dalej. Nawiązują mailowy kontakt z autorem, który zaprasza ich do Holandii na spotkanie. Spotkanie okazuje się jednak jednym wielkim niepowodzeniem, jednak nie załamuje to młodej pary, bo tam też August wyznaje Hazel swoją miłość. Pomimo, iż Gus obiecał Hazel, że się w niej nie zakocha nie potrafił dotrzymać danego jej słowa. Hazel też nie jest obojętna na jego uczucia. Jak książka się kończy, nie powiem, trzeba przeczytać i samemu zobaczyć.

Książka jest napisana naprawdę bardzo dobrze, mądrze. Ukazuje nam miłość z całkiem innej strony. Większość książek dla młodzieży pokazuje zwykłą pierwszą miłość, pełną wzlotów i upadków, ale miłość w książce Greena, jest inna. Jest ponadczasowa, prawdziwa i inna niż wszystkie, które miałam przyjemność czytać. Zarówno Hazel jak i August wiedzą, że w ich życiu każdej chwili może zajść zmiana, że nowotwór może zakończyć ich życie z dnia na dzień. Zdają sobie z tego sprawę, aż za dobrze. Dlatego też, Hazel na pierwszym spotkaniu prosi Gusa by się w niej nie zakochał. Dziewczyna, boi się, że kiedy to nastąpi, któreś z nich będzie cierpieć. Bo przecież oni nie są zwykłymi nastolatkami, którzy żyją z dnia na dzień beztrosko, dla nich każdy dzień to walka o kolejny. Nastolatkowie wiedzą, że ich zdrowie może stanąć na przeszkodzie ich miłości, szczęścia. Pomimo wieku, w jakim są główni bohaterowie, ich miłość jest szczera i dojrzała. Ta miłość jest po postu piękna, a ten cytat oddaje całe piękno tej książki „ … był wielką, przeklętą przez gwiazdy miłością mojego życia”.

- Okay?
- okay.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Sasha Grey - "Klub Julietty"

Sasha Grey, kto o niej nie słyszał? Ta druga płeć zapewne nie raz nawet oglądała. Dla wielu Panów jest ona ideałem piękna, inni Panowie chcą mieć wybrankę na jej podobiznę, co kto lubi – nie wnikam. Widzieć, nie widziałam żadnego jej arcydzieła, śledzić jej kariery też nie śledziłam. Kiedyś mignął mi przed oczami artykuł, że Sasha zakończyła karierę porno gwiazdy, potem sieć zalewała fala zdjęć i artykułów, że aktorka ( czy można ją tak nazwać?) postanowiła poświęcić się działalności charytatywnej i czyta w przedszkolach dzieciom bajki.

Po raz kolejny, co kto lubi – nie mi oceniać. Ale jak zobaczyłam w zapowiedziach jej książkę, to moja pierwsza myśl brzmiała „ no w dupie jej się poprzewracało”. Szybko też podzieliłam się swoim odkryciem ze Swoim Starym oraz naszym znajomych, który od miesiąca jest naszym współlokatorem. Stary zaczął się niemiłosiernie śmiać, po czym skwitował to krótkim, ale dobitnym „ w dupie to mam”, natomiast Mały ( znajomy) wykazał wręcz zainteresowanie, wiadomo, fan Sashy się znalazł ;) Po żwawej i długiej dyskusji na temat życiorysu wyżej wymienionej Pani, która trwała do 3 rano podjęliśmy szybką decyzję: „nie ma co gdybać, książkę trzeba zakupić i przeczytać”, by potem mieć pojęcie co w książce jest, by podjąć kolejną dyskusję. Wspólnie stwierdziliśmy też, kto, jak kto, ale ona wie, o czym pisze i może na tle tych wszystkich wychodzących na rynek wydawniczy erotyków, okaże się być prawdziwą perełką. Książkę wsadziliśmy do koszyka, opłaciliśmy i dzień później była do odbioru. Rzuciliśmy się o otwarcia, bo nie zadecydowaliśmy, kto pierwszy ją przeczyta, a każdy chciał dotknąć i poczytać tył okładki. 

Okładka książki jest w pięknym miętowym kolorze, aksamitna. Można rzecz – skromna wręcz minimalistyczna. Przymknięta kobieca powieka jest tajemnicza, wręcz zachęca do zapoznania się z treścią, zaprasza do tytułowego klubu, pokazując aurę tajemniczości. Złote wypukłe napisy informujące, kto książkę napisał i biały tytuł idealnie komponują się z powieką i tworzą zjawiskową całość, że gdyby książkę można było ocenić tylko po okładce, dostałaby ode mnie najwyższą notę. Ale książek po okładce się nie ocenia, bo najważniejsza jest treść. W przypadku książki Sashy Grey pt ” Klub Julietty”, można powiedzieć, że jedyną dobrą rzeczą w książce jest tylko i wyłącznie okładka, bo treści brak. Nie żeby karki były puste, nic z tych rzeczy, po prostu treść była tragiczna. 

Główna bohaterka ( nie pamiętam jak nawet ma na imię, więc dajmy jej Asia) to młoda studentka, która na
wykładach marzy o seksie ze swoim wykładowcą. Chłopak ( dajmy mu Jasio, bo też imienia nie pamiętam) nie zaspokaja jej, jest skupiony na swojej pracy i karierze. Młoda Asia na wykładach poznaje koleżankę z roku, młodą, seksowną pewną siebie Zdzisię ( imię też dla potrzeb recenzji, bo też nie pamiętam). Dziewczyny przypadają sobie do gustu, ich głównym tematem jest zauroczenie Asi do wykładowcy, a możliwościami seksualnymi owego Pana, które przetestowała już Zdzisia. Nowa koleżanka, wprowadza też Asię w tajniki seksu oraz praktyk bdsm.. Zabiera ją do klubów dla osób wyzwolonych, gdzie orgie czy seks na oczach wszystkich jest niczym paciorek przed snem. Niczym szczególnym.
Mam problem z treścią, bo nagle rzeczywista treść miesza się ze snami głównej bohaterki albo z jej marzeniami i ciężko się połapać, czy to, co przeczytaliśmy to wymysł bohaterki jej sen czy coś, co ją spotkało. Jeśli chodzi o sam Klub Julietty, nie dowiadujemy się o nim nic, nic a nic przez całą książkę. Dziwi mnie, że przez całą książkę nie ma wzmianki czy tytułowy klub jest, o co w nim chodzi jak się do niego dostać, co trzeba spełniać. 

Ściemniać nie będę, książka jest słaba, czytamy, ale prawda jest inna – nie wiemy, o czym i co czytamy. Wszystko się ze sobą zlewa, nie ma spójności, nie ma jakiegoś punktu zaczepienia, który sprawi, że wszystko się ze sobą będzie łączyć. Sprawia to, że czytanie staje się męczarnią. Męczyło mnie to, że nie potrafiłam zrozumieć sensu tej książki, nie widziałam w niej nic ciekawego, jednak nadal brnęłam dalej z nadzieją, że znajdę, choć mały płomień, który zaspokoi moją ciekawość. Nic z tych rzeczy, do samego końca okazało się nudne i ciężkie w zrozumieniu. Nadal sądzę, że najlepszą częścią książki jest jej okładka, która, pomimo iż skrywa beznadziejną treść, jest piękna. Tak dla okładki, nie da treści.

czwartek, 31 lipca 2014

Jessica Brody " Klub Karmy"

Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
Jessica Brody - Klub Karmy
Nigdy nie przykładałam też wagi do tej tradycji, choć kilka lat temu sama się przekonałam że karma powraca. Ujmę to może inaczej „ karma is a bitch!”.
Gdy tylko w zapowiedziach pojawiła się wzmianka o nowej książce Jessicy Brody „ Klub karmy, wiedziałam że muszę ją przeczytać. Nie żebym fanką książek młodzieżowych była, jednak tak dużo o niej słyszałam pochlebnych recenzji, że sama zapragnęłam sięgnąć po tę książkę.

Maddison żyje sobie spokojnie, do czasu aż w popularnej gazecie nie zostaje opublikowany artykuł o jej chłopaku, który sama wysłała prawie rok temu. Od zawsze pragnęła być popularna i być zapraszana na prywatne imprezy bogatych kolegów ze szkoły, i ten artykuł jej to umożliwił. Dzięki niemu, jej chłopak stał się popularny a co za tym idzie w szkole zaczęto dostrzegać i ją. Wszystko to jest piękne, aż za piękne jak wiadomo. Na jednej z takich imprez, przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie, z jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Dziewczyna nie potrafi się pozbierać, tym bardziej że na następny dzień jej „ były” już chłopak, jakby nigdy nic paraduje za rękę z nową dziewczyna w zupełności nie zauważając naszej bohaterki. Dziewczyna pragnie się zemścić. Pomagają jej w tym dwie najlepsze przyjaciółki, i razem zakładają sekretny tytułowy już „ Klub Karmy”. Na czym ma polegać działalność tego klubu? Każda z dziewczyn, chce się zemścić na swoim byłych chłopaku, który ją zostawił przy okazji robiąc jej świństwo. Jak wiadomo, zranione serce cierpi, a co dopiero zranione serce nastolatki.
Dziewczyny z dokładnością przygotowują się do każdego zadania, każdy ich cel ma zostać solidnie ukarany na oczach całej szkoły. Z najpopularniejszych osób mają stać się osobami wystawionymi na pośmiewisko.

Książkę czyta się bardzo lekko, jest wciągająca i jak każda książka tej autorki, na końcu przedstawia nam jakiś morał. Lekcję, którą mamy wynieść z lektury. Podoba mi się to, bo nie często można spotkać teraz takie książki wśród młodzieży. Główna bohaterka, początkowo mnie irytowała tym swoim parciem na bycie popularną. Jednak po pewnym czasie, oczywiście po jej skrzywdzeniu zrobiło mi się jej żal, bo żadna dziewczyna nie zasługuje żeby być skrzywdzona w tak okrutny sposób.
Zachęcam Was gorąco do lektury, pomimo że nastolatką byłam już wiele lat temu, jednakże książkę czytałam z wielką przyjemnością i czas spędzony z nią uważam za całkowicie udany.

Za książkę bardzo gorąco chciałabym podziękować Pani Marcie z księgarni internetowej matras.pl. 

niedziela, 6 lipca 2014

Janet Evanovich - " Parszywa Dwunastka. Stephanie Plum"

Janet Evanovich - "Parszywa Dwunastka"
wyd. Fabryka Słów
 Nie ma chyba książki, na którą bym czekała tak niecierpliwie jak na kolejne przygody Stephanie Plum! Nie
ma! Kocham Stephanie, jej przygody, jej humor, jej faceta – no cóż, nic nie poradzę, że kocham Morellego miłością ślepą :)
Jak tylko wyszła „Parszywa Dwunastka”, poleciałam do księgarni, przygarnęłam książkę w swoje ramiona i broniłam jej jak własnego dziecka, nie oddając nikomu.

Stephanie Plum, nie trzeba nikomu przedstawiać. Znają ją wszyscy, nawet Ci co nie czytali. Fajtłapowata łowczyni nagród, która z każdym nowym zleceniem jest na celowniku jakiegoś szaleńca, a jej przygody doprowadzają do bólu brzucha ze śmiechu. A, żebym nie zapomniała, to że jej samochody wybuchają, to codzienność :) Otoczona dwoma seksownymi facetami, kochająca pączki, posiadająca szaloną rodzinkę, z którą wierzcie mi – nie wytrzymalibyście. Przebywająca zawsze w dziwnym towarzystwie. Jej przyjaciółka, była prostytutka, szef - zboczony kuzyn, krążą nawet plotki że kopuluje ze zwierzętami. Jej babcia – miłośniczka styp i otwierania trumien, matka popijająca w ukryciu bo nie potrafi wytrzymać z babką i ojciec, który naprawdę ma anielską cierpliwość, i jeszcze nie zdołał zabić własnej teściowej. To tak w wielkim skrócie o naszej Śliweczce.

Parszywa dwunastka” to kolejna część i kolejna sprawa do rozwiązania. Tym razem Stephanie jest śledzona przez kobietę, podającą się za żonę Komandosa. Dziwne, co nie? Bo przecież nic nie wiemy o Carlosie Manoso zwanym Komandosem. Mężczyzna ten strzeże swoich sekretów najlepiej jak potrafi, jedyne co do tej pory o nim się dowiedzieliśmy to że mieszka w swojej Jaskini Batmana, która jest non stop monitorowana, posiada firmę ochroniarską KomandoMen i ma naprawdę czarne interesy. Wiemy również, że pociąga naszą Śliweczką, która za wszelką ceną stara się być wierna Morellemu i panuje nad samą sobą by nie wskoczyć na Komandosa. Sprawa się komplikuje, bo z chwilą kiedy Steph zaczyna być śledzona, Komandos znika i nie ma z nim kontaktu, a wszystkie media na świecie nadają wiadomość o porwaniu przez Komandosa własnej córki.

W „Parszywej Dwunatce” jest wszystko, tajemnica, humor, akcja i miłość. Fajny w tej serii jest fakt, że można każdą z nich czytać osobno. Nie trzeba rozpoczynać od pierwszej książki by wiedzieć co się działo, bo wraz z początkiem kolejnego tomu, Stephanie dokładnie opisuje kto jest kim, kto w jej życiu zajmuje ważne miejsce i co działo się wcześniej. Serię można rozpocząć w każdej chwili, i nie ucierpicie na tym, iż nie przeczytaliście wcześniejszych części.

Teraz napiszę coś, za co chyba zostanę zlinczowana. Ale co ja poradzę, zawsze byłam wywrotowcem. Nie wiem czego, ale postać Komandosa strasznie mnie drażni. Wiem, że inne czytelniczki wprost szaleją kiedy pojawia się na kartkach książki, ale mnie ani on ziębi ani grzeje. Po prostu drażni mnie. Drażni mnie to jego zachowanie, ta jego tajemniczość, to że jak sam to określa ma chęć na Śliweczkę, ale zaraz potem stwierdza że nie chce się angażować. Jak dla mnie, nie jest on facetem moich marzeń, nie wyobrażam sobie żebym mogła iść do łóżka z facetem, który ma na mnie chęć i dowiedzieć się, że nie może mi nic więcej zaoferować bo nie chce się wiązać. Oczywiście, nie przeczę temu że na Śliweczce bardzo mu zależy i dba o jej bezpieczeństwo, jednak nie przekonuje mnie on nic a nic, że to właśnie on jest mężczyzną którego powinna wybrać. W przeciwieństwie do Joe Morellego.

Morelli – to facet z krwi i kości. Kiedy nagle na kartkach książki pojawia się jego nazwisko, jestem cała mokra a oczy mam wielkie jak pięciozłotówki. Jezu, jak ten facet na mnie działa. Nie tylko dba i troszczy się o naszą Śliweczkę, pokazuje swoją zazdrość, kłóci się z nią aż wióry lecą, potem mają dziki całonocny seks. Morelli jasno wyraził co czuje do naszej Stephanie, facet wyłożył kawę na ławę, kocha ją, chce z nią być, chce mieć z nią dzieci i się z nią zestarzeć. Chociaż jej praca, działa mu na układ nerwowy i jego owrzodzenie, to bierze ją w całości taką jaka jest. Bo przecież kiedy się kocha, to z całym ekwipunkiem, jakim jest nawet jej rodzina, którą o dziwo on lubi i potrafi z nimi wytrzymać.

Jeśli jeszcze nie czytaliście przygód Śliweczki, to gorąco zachęcam, bo to naprawdę dobrze spędzony czas. Osobiście przy każdej części, płaczę ze śmiechu a ludzie dziwnie na mnie patrzą. Wciągnęłam w serię już mamę, siostrę i dużo koleżanek, które widząc jak głośno i często się śmieję do książki, same do nich zerknęły i przepadły jak „ śliwka w kompot”.

P.S
aż byłam zdziwiona, że tym razem samochód Stephanie był w całości do samego końca. No, nie licząc draśnięcia po kuli :)


sobota, 5 lipca 2014

Anna Kucharska - "Całkiem dobra książka o miłości"


Anna Kucharska - Całkiem dobra książka o miłości
Każdy z nas, lubi czasami odstresować się przy niewymagającej lekturze, przy książce, która sprawi że przeczytamy ją w jeden wieczór i będziemy się cieszyć z mile spędzonego wieczoru. Też tak mam. Po przeczytaniu wielu krymianłów, czasami potrzebuję takiej książki na jeden wieczór. Książki lekkiej i przyjemnej. Tak w moje ręce wpadła książka Ani Kucharskiej „ Całkiem dobra książka o miłości”.

Judyta od dziesięciu lat jest z Tomaszem, po wielu próbach w końcu namówiła go na zaręczyny i ślub. Elżbieta, pomimo iż niezbyt przepada za przyszłym zięciem cieszy się szczęściem córki, która po śmierci męża stała się dla niej najważniejszą osobą. Jednak Elżbieta po wielu latach samotności poznaje Mateusza, sąsiada z naprzeciwka młodszego o dwadzieścia lat. Nie jest to przygoda na jedną noc, a prawdziwe uczucie pomiędzy dojrzałą kobietą a młodszym mężczyzną. Elżbieta jeszcze nie powiedziała o tym swojej córce. Jest też Karina, najlepsza przyjaciółka Judyty, która po wieloletnim związku zostaje zostawiona, i po jednorazowej przygodzie budząc się na kacu, w łóżku obok siebie zastaje Igora, jej najlepszego przyjaciela. Niby nic takiego, a jednak, bo Igor jest homoseksualistą. Nadal niby nic, ot stało się. A jednak, okazuje się że po tej przygodzie Karina zachodzi w ciążę, a Igor chce stworzyć rodzinę dziecku prosi Karinę o rękę. Dziewczyna wie, że to bezsensowne zachowanie, jednak z czasem zaczyna żywić do ojca swojego dziecka uczucia.

Książka opowiada o miłości. Dosłownie. Ale nie o byle jakiej miłości, o kilku obliczach miłości. O miłości dojrzałej kobiety do młodszego mężczyzny, o miłości dziewczyny do chłopaka, o miłości matki do córki. Wszystkie bohaterki książki, przeżywają miłość w inny sposób. Każda miłość jest odczuwana inaczej a jednak jest taka sama.

Od samego początku nie potrafiłam przekonać się do Judyty, boże jak ja jej postaci nie lubiłam, miałam jej dosyć. Tego jej fochania się, tego że zawsze wie lepiej, że chce zniszczyć własnej mamie poczucie szczęścia. Całym sercem chciałam żeby ją pokarało, i tak też się stało, ale nie spodziewałam się tylko, że to będzie jeden z najokrutniejszych sposobów. Po tym wszystkim, przestałam aż tak strasznie jej nie lubić. Było mi jej szkoda, choć nadal nie przepadałam za jej postacią. Ale choć troszeczkę zmieniłam zdanie o niej i zaczęłam ją tolerować.
 Karina to postać, bardzo pozytywna, pomimo problemów jakie ją spotykają, to silna kobieta bierze sprawy w swoje ręce i idzie do przodu codziennie poznając swoje możliwości. 
Najbardziej ze wszystkich kobiet polubiłam Elżbietę. To taka cudowna kobieta, która dla córki jest w stanie zrobić wszystko, ale nie chce jej zranić bo też kocha Mateusza i też chce być z nim szczęśliwa. Nie ukrywa, że jej mąż był jej pierwszą prawdziwą miłością, ale ukazuje że nie może to zakończyć jej życia. Ma prawo ułożyć sobie od nowa życie, z mężczyzną który ją uszczęśliwia i który sprawia, że znów jest szczęśliwa.

Książkę wspominam bardzo miło, i polecam każdej z Was a nawet Wam Panowie, tak tak – bo tam poznajemy też trzech różnych mężczyzn. Każdy z nich jest inny, każdy myśli inaczej, od skurczybyka po kochającego mężczyznę o którym marzy każda kobieta. Książka na wspaniały wieczór z książką, szkoda tylko że taka krótka, bo chcę więcej!


Tak więc Aniu, kiedy będą dalsze losy Kariny i Judyty? Bo Elżbieta swoją historią zaspokoiła moją ciekawość :)

piątek, 4 lipca 2014

Jo Nesbø - "Syn"


Jo Nesbo - "Syn"
Mam wrażenie, że chyba jako jedyna na kuli ziemskiej nie czytałam żadnej książki Jo Nesbo.
Nazwisko przecież, od wielu lat nie schodzi z ust w kręgach blogerskich czy książkowych. Każdy zachwala i zachwyca się książkami tego Pana, a ja nadal nie przeczytałam żadnej książki, która wyszła spod jego pióra. 
Książki widziałam, dotykałam, przyglądałam się im, i ta chęć do ich przeczytania była, jednak nie wiedziałam od której zacząć, bo to była seria. Tak więc, decyzja o przeczytaniu choć jednej jego książki z dnia na dzień była odkładana, do czasu. Do czasu, aż nie ukazała się jego najnowsza książka pt „ Syn”. Wiedziałam, że tym razem nie odpuszczę. Że to całkiem nowa książka, która nie ma nic wspólnego z wcześniejszymi, więc czekałam z niecierpliwością na premierę. 

W najnowszej książce Nesbo, poznajemy historię Sonn'ego Lofthusa, który odsiaduje wyrok w jednym z najlepiej strzeżonym zakładzie karnym w Osolo zwanym Państwem. Prawda jest taka, że nie wiemy czy Sonny rzeczywiście odsiaduje wyrok za swoje grzechy, a może za grzechy czyjeś za które wziął odpowiedzialność. Z grzecznego chłopca, Sonny stał się kryminalistą, a kulminacyjnym punktem w jego przemianie okazało się być samobójstwo ojca – policjanta, którego zawsze uważał za wzór. Odsiadując wyrok, dowiaduje się rzeczy o swoim ojcu, które zmieniają jego pogląd i stawiają samobójstwo jego ojca pod jednym wielkim znakiem zapytania. Sonny, postanawia wyjaśnić sprawę na własną rękę i dowiedzieć się prawdy o swoim ojcu. 
Poznajemy też Simona Kefasa – policjanta, który lada chwila ma przejść na emeryturę, jednak podąża tropem Sonnego, nie tylko ze względów zawodowych, ma w tym swój mały interes. Simon, to mężczyzna po wielu przeżyciach, hazard, podupadająca na zdrowiu żona, oraz masa długów – to opinia która ciąży na Kefasie.


Nesbo świetnie ukazał w książce wątek korupcji, narkotyków, przemocy oraz mały wątek miłosny. Nic w książce nie działo się przypadkowo, wszystko ze sobą się łączyło. Od początku, książka trzymała w napięciu, z kartki na kartkę odsłaniając nowe fakty i sprawiając, że czytelnik z niecierpliwością czekał na kolejne fakty. Początkowo, nie mogłam się odnaleźć się w książce. Za dużo nazwisk się pojawiało, nie wiedziałam po co, dlaczego, akcja zostaje przerwana by wprowadzić kolejnego bohatera. Jednak jak się potem okazało, wszystko się ze sobą bardzo dobrze łączyło i wprowadzanie nowych nazwisk miało na celu dokładniejsze przybliżenie historii.

W najnowszej książce Nesbo nic nie jest czarne i białe, służba państwowa nie zawsze okazuje się tą dobrą a skazany nie zawsze okazuje się tym złym. Oczywiście, nie chce nikogo wybielać, bo zdaję sobie sprawę, że każdy bohater ma coś za uszami – jednak, koniec końców dochodzimy do wniosku, że Sonny to bardzo przyjemny i miły chłopak, któremu kibicujemy i chcemy żeby mu się udało.

Czy podzielam zachwyty innych osób odnośnie osoby Jo Nesbo? Sądzę, że „Syn” to bardzo dobra książka i pewna jestem że sięgnę po wcześniejszą serię, bo naprawdę mam chęć poznać inne książki owego Pana
.

Za egzemplarz i możliwość poznania prawdy z Sonnym dziękuję Pani Marcie z matras.pl




czwartek, 26 czerwca 2014

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel !



Zapraszam Wam bardzo gorąco na spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel, które odbędzie się 1.07.2014 w Galerii Nowy Świat w Rzeszowie, ul. Krakowska 20.

Magdalena Kordel jest autorką, m.in. bestsellerowych powieści „Uroczysko i Sezon na cuda”. Pisać zaczęła, by poradzić sobie z trudną przeszłością, ale szybko okazało się,że jej książki stały się balsamem dla duszy tysięcy czytelników.
Uwielbia podróżować, czytać i gotować. Razem z mężem i dwójką dzieci mieszka w Otwocku i kiedy tylko może ucieka w Sudety, bo marzy się jej dom gdzieś wysoko w górach. Wie, jak ważne są marzenia, dlatego pomaga spełniać je innym. Dzięki jej blogowi „Za górami za lasami” początkujący pisarze mają szansę wydać książkę…
Z zapowiedzi jej najnowszej książki "Malownicze. Wymarzony czas" wydanej przez
Wydawnictwo Znak :

„Każdy ma swój wymarzony czas. To czas na miłość, na szczęście. Czas radości, ale i zmian.
Magda ma już swój wymarzony dom i cieszy się na myśl o tym, że już wkrótce stworzy prawdziwą rodzinę dla Marcysi i Ani. Wie jednak, ile przeszkód musi jeszcze pokonać, zanim nadejdzie ich wymarzony czas.
Przed Michałem też niełatwe zadanie: czy jego miłość do Magdy wystarczy, by ją przekonać?
Czy tych dwoje odważy się myśleć o wspólnej przyszłości?
Kacper, ojciec Julki, za wszelką cenę chce ją odzyskać i pokazać pewnej kobiecie, jak bardzo się kiedyś pomyliła, odrzucając jego uczucie...
"Malownicze. Wymarzony czas" to piękna opowieść o tym, że choć przeszłości nie można już zmienić, to przyszłość jest w naszych rękach. Każdy ma szansę przeżyć swój wymarzony czas." (źródła: Wydawnictwo Znak)
Z recenzji na www,matras.pl:
  • "Bardzo się cieszę, że już jest kolejna książka Magdaleny Kordel. Tak, jak "Wymarzony dom", tak też "Wymarzony czas" jest książką, po którą sięga się, by choć na chwilę odpocząć od własnych zmartwień. Chociaż tak jak poprzednio autorka nie ucieka od poruszania niełatwych tematów, takich jak na przykład przemoc i rodzinne tajemnice, które potrafią ranić bohaterów do dzisiejszego dnia. Ale przede wszystkim książka jest pogodna i bardzo miło spędza się z nią czas. Polecam" (Bożena)
  • "Malownicze jest przepięknym miejscem gdzieś w Sudetach z cudownymi mieszkańcami, których tajemnice odkrywamy po kolei. A są to tak niezwykle trafnie sportretowane postacie, że wydają się być prawdziwymi ludźmi, a nie wymyślonymi. Magdalena Kordel potrafi bardzo dobrze budować napięcie aż do ostatniej strony swojej powieści. Gorąco polecam" (Emma)

  • ,,Wymarzony czas" to świetna kontynuacja ,,Wymarzonego domu". Ani trochę się nie zawiodłam. Czytanie tej książki było dla mnie czystą przyjemnością, od której długo się nie potrafiłam powstrzymać, gdyż jak tylko książka pojawiła się w moim domu zaczęłam ją czytać. Zakończenie tej pozycji zrodziło w mej głowie tyle pytań, że mam nadzieję, że kolejna część powstanie i to niedługo." (Anna)
  • "Polecam powieść tym, którzy lubią dobrą, polską literaturę. Nie mogą nie sięgnąć po nią Ci, którzy znając twórczość Magdaleny Kordel, pokochali jej styl pisania jasny, przejrzysty i idealny do wieczornego odpoczynku z książką. A wszyscy znający zawartość tomu pierwszego to już obowiązkowo muszą przeczytać "Malownicze. Wymarzony czas". Dlaczego? Gdyż wciąż jest tu i radość, i smutek, i humor oraz małe i wielkie sprawy zwykłych ludzi. Polecam!" (Ewelina)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Anną Kucharską!




Bardzo gorąco chciałabym Was zaprosić na spotkanie autorskie z debiutującą Anną Kucharską.

Spotkanie odbędzie się w księgarni MATRAS w Galerii Nowy Świat w Rzeszowie, ul. Krakowska 20, o godzinie 16.00 . 

Spotkanie poświęcone będzie pierwszej książce młodej rzeszowianki pt. 
" Całkiem dobra książka o miłości ", która ukazała się nakładem wydawnictwa NovaeRes.

" Całkiem dobra książka i miłośc i" to opowieść o zwykłych kobietach, które przyjmując pierścionek zaręczynowy jeszcze nie wiedzą, że odtąd w ich życiu niż już nie będzie takie samo. To obraz, który pokazuje, jak jedna bardzo ważna decyzja potrafi wypłynąć na wszystkie pozostałe. To wreszcie historia o miłości, którą każdy definiuje inaczej, a która zawsze jest taka sama.

" Całkiem dobra książka o miłości" Anny Kucharskiej to powieść o trzech zupełnie od siebie różnych kobietach, ich sposobie odbierania świata i radzenia sobie z tym, co przynosi im życie. To powieść o kobiecej sile i wytrwałości a także i przewrotności ślepego losu.

Zabierzcie ze sobą przyjaciółki, mamy, babcie i widzimy się w Matrasie w Galerii Nowy Świat w Rzeszowie o godzinie 16. 00 w najbliższą sobotę.
Będzie miła atmosfera i w dobrym towarzystwie będzie można wypić herbatkę lub kawę oraz zjeść pyszne ciastko :)





wtorek, 3 czerwca 2014

"Pochłaniacz" - Katarzyna Bonda - oraz krótka relacja ze spotkania z autorką!


      Królowa Polskiego Kryminału jest tylko jedna – tak, przyznaję to i ja.
O Katarzynie Bondzie słyszałam, ale przyznam się szczerze – nie czytałam. Słyszałam same wychwalające pod niebiosa komentarze, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze z książkami Kasi.
Do niedawna, otrzymałam telefon do księgarni z pytaniem „ chcesz mieć spotkanie autorskie z Kasią Bondą?”, od razu odparłam „ chcę!” i dziękuję za to do dnia dzisiejszego. Dzięki temu, nareszcie drogi Bondy i Lenki się skrzyżowały. Jako że spotkanie miało dotyczyć najnowszej książki pt. „ Pochłaniacz” mój portfel przeżył mały szok, bo prócz wyżej wymienionej książki, zakupiłam od razu wszystkie inne, które posiadałam na księgarni. Zaczęłam od „ Pochłaniacza” i ….


    Ludzie! Tego się nie da opisać! Przepadłam, czytałam i z każdą kartką żyłam tym co przeczytałam. Żyłam życiem Saszy, żyłam życiem braci Staroń oraz tym co przeżyli, byłam po prostu każdym z bohaterów. Początek książki opowiada nam o historii rodziny Staroniów i Mazurkiewiczów z 1993 roku. To właśnie tam, po raz pierwszy poznajemy bliźniaków Starowniów – Marcina, buntownika podpalającego i popijającego z kumplami Przemkiem i Igłą, którzy podglądają dziewczyny, oraz Wojtka, grzecznego i skrupulatnego drugiego bliźniaka, który jest całkowitym przeciwieństwem brata i tylko matka potrafi ich odróżnić. Dowiadujemy się że ich ojciec jest mechanikiem na usługach mafii, którą zarządza ich wuj Słoń. Poznajemy niezłą śmietankę towarzyską w tamtych czasach, przed którą wszyscy trzęśli portkami. Jesteśmy świadkami pierwszej miłości Marcina, który
Katarzyna Bonda
zakochany w Monice – siostrze swojego przyjaciela, zabiera ją na niefortunną przejażdżkę, od której można rzecz wszystko się zaczęło. Miłość się oddala, rodzina się rozpada a bracia zostają rozdzieleni. Szybko potem dochodzimy do czasów obecnych. Poznajemy Saszę Załuską, która wraz ze swoją córką wróciła do Polski. Sasza, wcześniej pracowała w Polsce w policji, jako profilerką. Po nieudanej akcji pod przykrywką, złożyła wymówienie, wpadła w alkoholizm i wyjechała do Anglii, by rozpocząć nowe życie. Po latach wraca do Polski i zostaje wciągnięta podstępem w wydarzenia rozgrywające się w klubie „ Igła”. Dostaje zlecenie wykrycia kto stoi za wydaniem rozkazu wyeliminowania jednego z właścicieli klubu „ Igła”. Nie jest jednak jej dane szybkie wykrycie zleceniodawcy, bo w klubie dochodzi do strzelaniny i jeden z właścicieli, a mianowicie Igła, zostaje zamordowany a menadżerka klubu walczy o życie. Podejrzenia padają na zwolnioną dzień wcześniej barmankę. Żeby było ciekawiej, Sasza udaje się do Bulego, który ponoć wynajął ją do znalezienia sprawcy, czyhającego na jego życie. Wtedy właśnie okazuje się, że to wcale nie Buli wynajął Saszę. Akcja nabiera tempa, morderca jest na wolności a profilerka została uwikłana w sprawę, którą chce wyjaśnić do końca. Po latach poznajemy też Marcina Staronia, który przeszedł metamorfozę ( aż ciężko mi było uwierzyć w to co czytam), i powoli zaczynamy poznawać fakty dotyczące zdarzeń mających miejsce w zimie 1993 roku.

Moja korona :)
Książka jest napisana, fenomenalnie! Kiedy czytałam rozwiązanie, nie wierzyłam w to co czytam. Rozumiałam dokładnie co czytam, ale nie potrafiło to do mnie dojść. Wracałam ponownie do początku książki, szukając co pominęłam, i od początku czytałam rozwiązanie i nadal nie wierzyłam. To był prawdziwy rollercoaster uczuć to co zafundowała na koniec Kasia! Stąd też od razu przyznałam rację – Kaśka Bonda – jesteś Królową Kryminału! Chylę czoła i czekam na kolejną część! :)


Teraz powiem Wam troszkę jak było na spotkaniu. Spotkanie odbyło się w księgarni MATRAS w Rzeszowie w Galerii Nowy Świat.  Początkowo zasmuciłam się że przybyło na nie tak mało osób. Było nas 7 osób i 3 pracowników, którzy jak tylko nie obsługiwali klienta chętnie słuchali co Kasia miała do powiedzenia. Jednak po chwili zrozumiałam że może to i lepiej że było nas tak mało, było nas mało, za to byli to szczerzy oddani fani, którzy nawet przyjechali po 100 km, tylko po to by spotkać się ze swoją ulubioną autorką. Dzięki temu, że było kameralnie spotkanie przebiegło w świetnej atmosferze. Każdy zadawał pytania, każdy porozmawiał z autorką. I pomimo że Kasia chciała się wymigać, że znów jedzie dalej w trasę nie daliśmy jej szansy wyjść :) Chcieliśmy jak najdłużej spędzić z nią czas. Na sam koniec, każdy ustawił się w szeregu po podpis i koronę w dedykacji ( też mam :P ). Zdjęcia i wspólne wyjście na małe piwko. Osobiście nie mogłam iść z Kasią i elitą na piwko, bo musiałam zostać na księgarni i jeszcze posprzątać po spotkaniu, ale jeden z moich pracowników, który miał wolne był i bardzo jest zadowolony. Co powiem od siebie – Kasia Bonda, to wspaniała, szczera i ciepła osoba, od której bije energia i każdy się nią zarazi. Kasiu, czekamy na Ciebie z nową książką :)










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...