sobota, 4 lutego 2012

Alkohol i miłość...


Szkoda mi, że nie widziałam jak żuliki spod mojego okna odśnieżają dach naprzeciw:)
Była to intrygująca obserwacja, którą musiałam przerwać na rzecz rehabilitacji.
Te tak zawane "żuliki" nie rozpoczęły pracy bez uprzedniego wypicia 3 butelek taniego "sikacza" jakim jest dzban owocowy. Potem, już mając nieźle w czubie, wspinali się na dach - i tu muszę powiedzieć - bez żadnych zabezpieczeń - o było jeszcze bardziej intrygujące i fascynujące, iż byłam nawet skłonna założyć się z Malczikiem o to, który z nich pierwszy wyjebie przysłowiowego "orzełka". Byłam nawet zdolna wyłożyc na to 200 zł. Seriously?!:O
Jak to dobrze, że godzina rehabilitacji się zbliżyła - ponoc straciłabym tą kasę:)
I tak o to: ja jestem, dach stoi - a może siedzi, wypadku żadnego nie było, tylko jeden z tych żulików już po wykonaniu roboty zachlał się na śmierć...
No właśnie... Morał z opowieści płynie taki „ nie pij tanich sikaczy”.

Miłość. Miłość. Miłość. Temat oklepany, zmechacony i na wszystkie sposoby wyczerpany. A jednak nikomu się nigdy nie znudził, to o miłości mówimy, krzyczymy, plotkujemy, rozprawiamy, usprawiedliwiamy i próbujemy za wszelką cenę o niej nie zapomnieć. A wiecie co jest najlepsze? Podkurczone palce u stóp. Takie to głupie, naiwne i żałosne w pewnym sensie. A z drugiej strony urocze, że tak właśnie reagujemy na szczęście. Tak, proszę państwa. Bo nie ma szczęścia bez miłości, ani nie ma miłości bez szczęścia. Seriously?!Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam, no ba, ale może warto sobie o tym czasem przypomnieć, co? I przestać wkurzać innych tym, że udajemy swoją radość?. Braciszku mówiłeś, że
Potęgę Miłości” przeczytam w dwa dni, że nie będę wstawać po nieprzespanej nocy z łóżka, że odechce mi się jeść i nawet chodzić do łazienki. Otóż znowu nie miałeś racji;) Mija dzień, a ja już kończę. I faktycznie nie robię nic poza czytaniem. No dobra, dobra, bez ściemy, jak już mam być szczera to obżeram się czekoladą. Wyznaczyłam sobie nawet dawkę. Jak za komuny, tyle, że nie za kartki ;-). Jedna kostka na dzisięć stron. Eeeee, chyba będę potrzebowała szyć ubrania na miarę, kiedy już skończę, ale czego się nie robi dla czekolady i dobrej książki;) Oczywiście że recenzję owej książki zamieszczę tutaj;)

A wracając do mojej genialnej nogi – to za kolorowo nie jest. Niby zwykłe skręcenie, zrobiłam więcej badań i wyszło że wcale nie jest to zwykłe skręcenie. Wiązadła i ścięgna zerwane. Chirurg wysłał mnie na rehabilitacje i jak dobrze wszystko pójdzie to może uniknę operacyjnego „naprawienia stawu skokowego” profesjonalengo słownictwa nie znam – toż to zwykła kobita jestem;) W każdym razie kolorowo nie jest. Ale guz zniknął;) Tak, ten z czoła;)

Idę, trzysta czternasta strona czeka ;-). 

1 komentarz:

  1. Życzę powrotu do pełnego zdrowia :)
    A co do żulików - im nic nie zaszkodzi :D A po "sikaczu" robią lepsze akrobacje, to takie ich paliwo ;)
    Zapraszam także do obejrzenia moich stylizacji. Jeśli Ci się spodobają, to proszę dodaj mnie do obserwowanych :)
    Pozdrawiam,
    Joanna z www.violinstyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już tu jesteś i zamierzasz zostawić komentarz, to napisz coś więcej niż tylko: "Chcę" , " przeczytam". Szanujmy się i skoro ja poświęcam czas by napisać więcej niż jedno słowo, również i Ty możesz zbudować jedno pełne zdanie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...