poniedziałek, 16 stycznia 2012

Senne zmagania

Coś strasznego!!. Ałaj. Dzisiaj śnił mi się mój egzamin z Prawa konstytucyjnego! [ seriously?! Przecież zdawałam bodajże dwa lata temu!]. Z częśći teoretycznej nie pamiętam nic, za to rozmowa kwalifikacyjna wryła mi się w pamięć. Ten ciemny latynos z pieprzykiem pod nosem mówi, że prawo dzieli się na komercyjne i ludzkie . Z czym ja, oczywiście, zgadzam się całkowicie i potwierdzam to skwapliwym kiwaniem czupryną. Po czym z dumą stwierdzam, iż wolę komercyjne, gdyż ludzkie niestety mój umysł nie ogarnia. Zapytana o ulubiony film- ale, ale co ma piernik do wiatraka?, oznajmiam, że to „American Pie„ (seriously?! Nie mogłam wymyślić nic głupszego chyba!?), tudzież „Dzieci z Bullerbyn”, jeśli rozmawiamy o książkach. Ale to jeszcze nic. On powiedział, że podziela moje zainteresowania. Podziela, rozumiecie?I zdałam!, a jakżeby inaczej. I dostałam taką okrągłą naklejkę -”Dzielny pacjent”. Ne wiem, skąd w tym śnie się jeszcze dzielny pacjent przyplątał, ale był, serio.
Wcześniej, albo potem (nie potrafię określić czasu, ani przestrzeni w moich snach, wybaczcie.) śniło mi się jeszcze coś. A dokładniej, śniło mi się, że jestem trupem. Całe ciało zaczęło zielenieć, aż w końcu popękało jak ziemia w moich kaktusach. Ale przecież, skoro mogłam chodzić, to poszłam do lekarza. Kazał mi się rozbierać do rosołu, pomacał po szyi i migdałkach przez chwilę, a potem rzekł -”Istotnie, jest pani trupem.” Trzeba było działać szybko, udałam się więc do zakładu pogrzebowego na rogu. Mężczyzna w czarnym fraku poinformował mnie, iż owszem, są w stanie mnie pochować, ale muszę opłacić trumnę, grabarza, lamentujący tłum oraz rzeźnika.Seriously?! wolę nie wiedzieć, na co w tym śnie był potrzebnyr zeźnik. Co jasne, nie miałam wystarczająco pieniędzy. Nic nowego, na jawie jest ta sama heca. Doszłam do wniosku, że udam się do krematorium w górze ulicy. Wzięłam dowód osobisty, paszport, książeczkę ubezpieczeniową, wszystkie zeznania podatkowe i Rexonę??. Olaboga! W jakim celu mi Rexonka? Mniejsza. Widocznie, uznałam, że niezbędnym jest ją mieć ze sobą i tyle. Właśnie z dziury w ścianie buchnął ognień. Płonęła jakaś młoda blondynka, fajnie było patrzeć, jak włosy jej się kopcą. Takie piękne włosy, żal ich. Mogła mi je zostawić chociaż, na takim długim warkoczu by się dorobiło przed śmiercią ciut. "Platynowe" peruki pewnie w cenie, przecież to takie tręęędi. Pomyślałam wtedy, że w sumie, nie ma się czego bać, to tylko taki większy piekarnik. Damy radę, nie? Kiedy mnie zamknęli z początku było nawet fajnie. Taka większa sauna z metalową podłogą. Ale potem coś się stało. Rexonka wybuchnęła. Peszek. Bo cały ten metalowy piec się rozzepsuł, delikatnie to ujmując. Aż ta blondynka, z kabinki obok się obudziła. I rzeźnik był niezadowolony. Halo, jaki rzeźnik?

Przerażają mnie moje sny, są takie beznadziejne i nie mające żadnego sensu – no bo serio? Kto na kremację nosi ze sobą Rexonę? Kto? Kto za zdanie egzaminu dostaje plakietkę „Dzielny Pacjent”? W rzeczywiśtości na egzaminie każdy sra w pory i modli się w duszy „ pandaczy”. Dokładnie!
Ej! Właśnie „pandaczy sesjowe” się rozpoczeło u mnie. Kurde... trzeba się uczyć...


1 komentarz:

Jeśli już tu jesteś i zamierzasz zostawić komentarz, to napisz coś więcej niż tylko: "Chcę" , " przeczytam". Szanujmy się i skoro ja poświęcam czas by napisać więcej niż jedno słowo, również i Ty możesz zbudować jedno pełne zdanie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...